Z Aleksandrą Kwaśniewską, debiutującą na jesieni albumem „Island Girl” artystką, „Laif” rozmawia o spełnianiu marzeń, znanym nazwisku i robieniu kariery za granicą.
Aleksandra Kwaśniewska: Wydała płytę!>>
Kazimierz Marcinkiewicz: Czas wolności>>
Muzycznie kształciłaś się w Belgii. Dlaczego właśnie tam?
Do Belgii wyjechałam na stypendium magisterskie. Po dwóch tygodniach pobytu dowiedziałam się od koleżanki, że właśnie zdała egzamin na wokalistykę w Szkole Muzycznej. Poprosiłam o adres i na drugi dzień znalazłam się w szkole, gdzie dowiedziałam się, że rekrutacja już się zakończyła. Prosiłam dyrektora szkoły tak długo aż wreszcie się zgodził, żebym odbyła egzamin. Udało się i w ciągu trzech lat chodziłam na zajęcia z 1 i 2 stopnia szkoły muzycznej.

W jaki sposób nawiązałaś współpracę z grupą The Belgian Sweets?
- Belgian Sweets to trzy osoby. Z pianistą Peterem i basistą Koenem współpracowałam wcześniej przy projekcie polskiego folku na jazzowo oraz przy licznych koncertach standardów jazzowych w Belgii. Perkusista Niels dołączył do nas w trakcie nagrań „Island Girl”. Niels nazwał to trio The Belgian Sweets i bardzo je wszyscy lubimy :-)
Jak to się stało, że po ukończeniu studiów przeniosłaś się właśnie do Londynu? Kształciłaś się i nagrywałaś płytę w Belgii, a teraz jesteś w stolicy UK… Za granicą jest łatwiej realizować swoje marzenia?
- Tak, w Belgii mogłam studiować i realizować marzenia. Poszukiwałam pracy w Komisji Europejskiej, ale moja znajomość niderlandzkiego i francuskiego nie pozwoliła na podjęcie tam pracy. Postanowiłam przenieść się do Londynu tak, aby być bliżej zespołu i równocześnie mieć możliwość realizowania się w pracy.
Mówiłaś, że nagranie tej płyty to była „długa podróż”, w której nie obyło się bez „trudnych chwil”. Jak myślisz, co jest najcięższe dla debiutującego artysty, który próbuje wydać płytę?
- Przede wszystkim wiara we własną muzykę, a zaraz potem znalezienie odpowiednich ludzi, którzy uwierzą w tę muzykę i będą chcieli ją wesprzeć., np. wydać czy dystrybuować. Najważniejsze, żeby nigdy się nie poddawać i walczyć o swoje marzenie każdego dnia.
Tobie się udało. Wydajesz płytę nakładem własnych środków. Jakieś rady dla innych aspirujących do tego samego celu?
- Wydanie płyty własnymi siłami to duże obciążenie finansowe i psychiczne, ale potem naprawdę ogromna statysfakcja: czekam na moment, kiedy będę trzymać gotową płytę w swoich rękach – wiem, że w każdym milimetrze tej płyty zaklęte są emocje, zarówno strach, napięcie jak i radość, magia i siła, która towarzyszyła nam w czasie samych nagrań. Pierwszym krokiem jest znalezienie osób, które będą kochać twoją muzykę i będą chciały pomóc w realizacji płyty. Bardzo istotne jest zgromadzenie odpowiednich finansów: studio, inżynier, mastering, produkcja to najważniejsze z wydatków. W rzeczywistości okazało się, że było ich dużo więcej. Potem zostaje tylko wiara we własne siły i zmaganie się z rzeczywistością każdego dnia. Ale zapewniam, że warto!
Co zadecydowało, że postanowiłaś nagrać płytę właśnie w tych jazzująco-balladowo-melancholijnych klimatach?
- Musiałam „wyrzucić z siebie” pewne emocje, które towarzyszyły mi przez ostatnie lata. Emocje związane z upartym dążeniem do spełnienia marzeń i zmagania się czasem z bardzo trudną rzeczywistością. Ale na płycie jest również kilka szybszych utworów, jak „Śnij” czy „Bear It All” :-)
Jakie są twoje oczekiwania względem płyty? Myślisz, że ten rodzaj muzyki przyjmie się w Polsce, gdzie teraz raczej króluje pop?
- Płyta jest popowa, ale w takim naszym, własnym wydaniu. Nie mam ogromnych oczekiwań: chciałabym tą płytą zarobić na wydanie drugiej płyty, do której już napisałam piosenki. W tym momencie pracujemy nad aranżacjami do drugiego albumu i jest to bardzo miłe zajęcie. Będę dalej robić swoje: pracować, wieczorami pisać piosenki i cieszyć się perspektywą niedługiego wydania kolejnej płyty.
Jakie są twoje wzorce muzyczne – w Polsce i za granicą?
- W Polsce, a właściwie za granicą: Grażyna Auguścik – niesamowita osoba, moja bohaterka muzyczna jak i życiowa, którą miałam szczęście poznać. W Polsce są to trzy młode kobiety, niesamowicie uzdolnione: Natalia Grosiak, Gabriela Kulka oraz Luiza Staniec. Zaś za granicą: Air, Sigur Ros, Charlotte Gainsbourg, Feist.
Muszę o to zapytać… Można powiedzieć, że nazwisko już masz… Nie powodowało ono jednak jakiejś konsternacji w mediach?
- Media szukają sensacyjek - z tego przecież żyją. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się takiej fali informacji na ten temat.
Wydajesz płytę na początku października. Jakie są teraz twoje marzenia?
- Żeby płytą dotrzeć do osób, które ta muzyka wzruszy i poruszy jakieś, być może uśpione emocje. Może ktoś zdecyduje się wziąć wreszcie życie w swoje ręce i zacząć robić to, co lubi? Mam taką nadzieję i trzymam mocno za wszystkich kciuki.
Rozmawiała Joanna Berendt
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony laif.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Portalu Laif. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@laif.co.uk.
Tagi: Aleksandra Kwasniewska, The Belgian Sweets, The Island Girl, debiut, muzyka, Belgia