Kurcze, tak wydzwaniam po tych paniach i wydzwaniam i dochodzę do wniosku, że w sumie fajny biznes ta prostytucja. Dziewczyny zrelaksowane, normalne, otwarte - na ogół - na świeże (lub mniej świeże) pomysły. Może by tak i moją gdzieś wypchnąć na zarobek?
A co się dziewucha w domu ma nudzić. Głupie pomysły jeszcze jej do głowy przyjdą. A tak przynajmniej zarobek jakiś z tego będzie.
Co my tu mamy... "Biuro sponsoringu zatrudni atrakcyjne, bezpruderyjne Panie. Wysokie zarobki, dyskrecja". Panie przez duże "P"? Czy to jakaś sugestia, co do rozmiaru biustu?
- Halo - odbiera męski głos. Ups, nie nawykłem, żeby pod takimi numerami odbierał baryton.
- Ja dzwonię w sprawie ogłoszenia.
- Tak? Jakiego ogłoszenia? - głos jest zdziwiony.
- No tego o pracy: biuro sponsoringu zatrudni... - odczytuję.
- No, ale to pań szukamy, a ty chyba nie jesteś panią - docieka mój rozmówca. Ach, gdzie te czasy, kiedy gdy podnosiłem słuchawkę, wszyscy myśleli, że to moja mamusia.
- No nie, ale dzwonię w imieniu mojej dziewczyny. Ona jest trochę nieśmiała...
- No tak, przez telefon to nie ma co gadać. To trzeba się umówić i spotkać - słyszę w odpowiedzi. To rozumiem. To jest biznesowe podejście do sprawy.
- Tak już, od razu? To o nic nie chce pan wstępnie zapytać?
Zapada chwila milczenia, jakby osobnik po drugiej stronie słuchawki intensywnie myślał, czy chciałby o coś zapytać.
- W jakim wieku jest dziewczyna? - pyta wreszcie.
- Dwadzieścia siedem lat.
- Wiek w porządku. A ma jakieś doświadczenie?
- Nooo... jakieś ma. Ze mną - śmieję się nerwowo. - Ale tak ogólnie to niespecjalnie - deklaruję. Ciekawe, co mi zrobi, jak to przeczyta.
- Aha. A jak wygląda? - pyta dalej potencjalny pracodawca.
- A to musi jakoś specjalnie wyglądać? Bo ja słyszałem, że, jak to się mówi, każda potwora znajdzie swojego amatora - he, he!
- No tak się mówi, ale klienci generalnie częściej wolą szczupłe - zapewnia mężczyzna.
- A jakie są zarobki?
- No polskie dziewczyny biorą zazwyczaj po sześćdziesiąt funtów, nie? - zawiesza pytająco głos. To znaczy, że inne biorą więcej? Które to śmią się cenić wyżej niż nasze zdrowe, polskie, witaminizowane?!
- A jacy klienci przychodzą? Tacy, co rzeczywiście muszą za to płacić? - dopytuję.
- A różni. I tacy, i tacy. Czasem można się zdziwić, kto chce płacić... Dużo Hindusów generalnie - opisuje. A to ci jurna nacja! Więc to prawda, że mają szczególną słabość do polskich dziewczyn. Ciekawe, czy są to Hindusi przez duże "H".
- A Polaków dużo? - indaguję dalej.
- Gdzie tam. Którego Polaka stać, żeby sto funtów wyłożyć - odpowiada. Chwileczkę. Sto? Dziewczyna dostaje sześćdziesiąt, a więc reszta idzie na... na sponsoring! Tylko kogo? Może głodujących dzieci w Afryce?
- No a na czym właściwie polega ta współpraca z panem? - dociekam.
- No do mnie dzwonią klienci i zamawiają. Potem albo dziewczyna jedzie do klienta na tak zwany "escort", z ochroną, dowozimy, odwozimy, wszystko elegancko. Albo przyjmuje klienta u nas na mieszkaniu - opisuje mężczyzna.
- Każdego musi przyjąć, czy może trochę pogrymasić?
- Nie, to wszystko zależy od dziewczyny. Nic na siłę. Na mieszkanie też przychodzić może kiedy chce. Czy to po pracy, czy to kiedy... - zapewnia głos.
- No a zdarzają się jakieś specjalnie dziwne życzenia ze strony klientów? - pytam, tak jakbym nie wiedział.
- To wszystko kwestia między klientem, a dziewczyną. Ja w to nie wnikam - mówi opiekun. Nie wnika, dobre sobie. A kto towar przetestuje?
Ale generalnie praca fajna, nie? Chcesz, to pracujesz, nie chcesz - masz wolne, robisz, co chcesz i z kim chcesz. Po prostu wolny zawód. Nic tylko zabierać się do roboty!
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony laif.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Portalu Laif. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@laif.co.uk.
Tagi: alfons, prostytucja, praca