8. marca - rocznica. Dokładnie sto lat temu kobiety pierwszy raz zastrajkowały, żądając równouprawnienia. Skąd zatem taka niechęć feministek do Dnia Kobiet?
Zbliża się oto ten rzekomo najbardziej znienawidzony przez feministki dzień w roku. Uważany za niechcianą spuściznę po czasach PRL-u, według kobiet wyzwolonych ma być odzwierciedleniem patriarchalnego układu społeczeństwa, stosunków społecznych opartych na seksizmie i dyskryminacji płciowej. Kim są kobiety walczące o prawa kobiet? I czy są dzisiaj ciągle potrzebne?
Włochate monstrum
Można próbować udowadniać, że feminizm to w dzisiejszych czasach twór zupełnie już anachroniczny - kobiety mogą głosować, nabywać ziemię, a konstytucyjnie mają zagwarantowane niemal takie same prawa jak mężczyźni. Kiedy jednak pada słowo "feministka", przed oczami większości pojawia się androgeniczny stwór - niby kobieta, ale oczywiście lesbijka, kipiąca testosteronem, bardziej zarośnięta niż Wielka Stopa i mówiąca, czy raczej wrzeszcząca, swoim barytonem, że "Kopernik była kobietą!". W Polsce nigdy nie widać więcej feministek niż właśnie 8. marca, gdy wszystkie wychodzą na ulicę, aby wziąć udział w corocznej Manifie. Niektóre skandują: "Goście! Wymiotujemy otrzymanymi od was goździkami", by zaraz następnego dnia w krajowej prasie mogły znaleźć odpowiedź: "Czy jakikolwiek facet przy zdrowych zmysłach miał zamiar kupić goździka takiemu wstrętnemu babsku?". Tak dziś widzi się feministki, podczas gdy tylko bardzo mały procent kobiet, które uważa się za wojowniczki o równouprawnienie, odpowiada temu wyobrażeniu.
Nie chcemy seksmisji!
Jedna z najsławniejszych polskich feministek, Agnieszka Graff, odpowiada, że feministki to te kobiety, które zdały sobie sprawę z nierówności płciowej i chcą ją zwalczać. - Nie chodzi o to, że chcemy wprowadzić matriarchat czy żyć zupełnie bez mężczyzn. Nie walczymy przeciwko nim, ale przeciwko problemowi dyskryminacji kobiet. Nieraz to same kobiety są winne zjawisku seksizmu - opowiada Graff. I nie da się ukryć, że ma poniekąd rację. Wszczęta kilka lat temu kampania medialna "Nośmy spódnice" miała być odpowiedzią na rzekomy zanik kobiecości u Polek. Kampania wspierana była między innymi przez Monikę Luft i Katarzynę Dowbór, które namawiały panie, aby tego dnia wskoczyły w spódnice i poczuły się "kobieco". Kampania została mocno skrytykowana przez feministyczne środowiska, postulujące, że spódnica to symbol opresji kobiet i to w sposób dosłowny - krępuje ruchy i sprowadza wizerunek kobiety tylko do jej nóg. - Nie muszę zakładać spódnicy, by czuć się kobieco. Czy czuć się kobieco odpowiada czuciu się pożądaną? Jeżeli tak, to ja dziękuję - odpowiada Karolina, która w Polsce wzięła udział w kilku Manifach, a sama uważa się za feministkę. - Feminizm jest błędnie kojarzony z chęcią pozbycia się mężczyzn i stworzenia świata na wzór seksmisji. A my wcale nie chcemy rozmnażać się in vitro. Nie chcemy być po prostu traktowane gorzej niż faceci - kwituje 24-letnia współczesna sufrażystka.
Men-struacja
Feministki podkreślają, że wcale nie tak łatwo być kobietą. Żartuje się, że gdyby mężczyźni doświadczali tego co kobiety, to raz w miesiącu obchodzono by jakieś narodowe święto. Gloria Steinem w swoim legendarnym feministycznym manifeście z lat 70. snuła domysły, jak wyglądałby świat, gdyby mężczyźni rzeczywiście doświadczali menstruacji. Możemy tu przeczytać, że wojskowi, prawicowi politycy i fundamentaliści religijni powoływaliby się na mentruację (men-struację!), aby udowodnić, że tylko osobnicy płci męskiej mogą służyć w armii (bo trzeba oddawać krew za krew!), zajmować się polityką (jako że kobiety nie mogą być agresywne, nie doświadczając wpływu planety Mars), być duchownymi (czy kobieta może oddać krew za nasze grzechy?) czy też rabinami (kobieta pozostanie nieczysta bez comiesięcznego oczyszczenia!). Blokersi przechwalaliby się ("Noszę trzy podpaski!"), odpowiadaliby na wyrazy uznania ze strony kumpli ("Facet, świetnie dziś wyglądasz!"), przybijając piątki i wołając: "Tak, chłopie, ciotę mam!". W prawie karnym byłyby specjalne przepisy, łagodzące kary dla zwyrodnialców popełniających zbrodnie w okresie napięcia przedmiesiączkowego. Ponieważ jest to jednak tylko "przypadłość" kobieca, to traktowana jest z przymrużeniem oka, jak i wszystko, co z płcią żeńską jest związane. - Dlatego feminizm jest ciągle tak bardzo potrzebny, może nawet w radykalniejszej formie niż do tej pory. Nadal potrzebujemy bowiem walczyć o nasze prawa - konkluduje Karolina. A jakie prawa ma na myśli? - Dopóki mężczyźni nie uznają naszego prawa do wyglądania okropnie - przynajmniej jeden dzień w tygodniu, i bycia okropną - przynajmniej kilka dni w miesiącu, będziemy walczyć! - śmieje się.
Kiedy pada słowo "feministka", przed oczami większości pojawia się androgeniczny stwór - kipiąca testosteronem lesbijka, bardziej zarośnięta niż Wielka Stopa i wrzeszcząca barytonem, że "Kopernik była kobietą!".
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony laif.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Portalu Laif. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@laif.co.uk.
Tagi: 8 marca, dzień kobiet, święto kobiet, równouprawnienie kobiet, feministki, feminizm, Nie chcemy seksmisji, Włochate monstrum, Kazimiera Szczuka, polskie feministki