Polski bokser Tomasz Bonin został znokautowany w 105. sekundzie walki z Anglikiem Davidem Haye. Polscy fani boksu, którzy przyszli zobaczyć pojedynek, chowali się ze wstydu w zakamarkach Wembley Arena.
Kulturystyka: Uważaj na czym smażysz >>
Nie pomogły buńczuczne zapewnienia o doskonałym przygotowaniu, podszepty trenerów o „życiowej szansie”, groźny wzrok przed walką i nadzieje medialnych patronów. David Haye, pierwszy w rankingu WBC w wadze ciężkiej (18 zwycięstw – 1 porażka, 17 KO), nie dał żadnych szans Tomaszowi Boninowi (11. na liście WBC). „Haymaker” dopisał do swoich trofeów „Byka” z Polski już po 1 minucie i 45 sekundach pojedynku. W tym czasie Bonin lądował cztery razy na deskach!
Kibice z Polski, którzy przyszli na galę boksu w Wembley Arena i mieli dopingować Bonina powtarzającego, że biało-czerwona publiczność doda mu skrzydeł, nie zdążyli na dobre rozwinąć flag i zadąć w trąbki. Gdy tylko zadźwięczał gong pierwszej rundy, Haye lekkim lewym wytrącił Bonina z równowagi. Kolejne ataki Anglika były już silniejsze i gdy tylko „Byk” wstawał, zaraz lądował z powrotem na deskach. Po czwartym upadku sędzia zlitował się nad Polakiem i zakończył pojedynek.
- Byłem tam i to, co widziałem, to porażka – komentuje Adrian, fan boksu z Londynu. - Siedziałem z polskimi znajomymi pośród angielskich fanów. Anglicy mieli tylko problem, czy Haye skończy z Polakiem w 10 czy 30 sekund. Bonin wychodząc wyglądał na kompletnie przestraszonego kolesia.
W obliczu takiego wyniku śmieszne wydają się zapewnienia „Byka”, które składał tuż przed pojedynkiem. Jego atutem miała być duża masa, nieosiągalna dla „Haymakera”, do niedawna zawodnika wagi junior-ciężkiej, a więc dużo lżejszego. - Być może Haye na początku będzie szybszy. Moja taktyka będzie dokładnie dopracowana pod kątem tego zawodnika, dostosowuję swoje założenie do jego słabych stron. Po pierwsze, ciężko wygrywać pojedynki szybkością, gdy ktoś na ciebie cały czas naciera. Nie ma miejsca na przeprowadzenie groźniejszych akcji, to zabija kondycyjnie. Zrobię mu 10 rund wagi ciężkiej - zapewniał polski bokser w wywiadzie dla www.boxer. org.
Przegrana Bonina przypomniała wszystkim kibicom wstyd po klęskach innej „nadziei” polskiego boksu. Internauci natychmiast stworzyli miarę bokserskiego czasu, według której jeden „bonin” równa się dwóm „gołotom”. Andrzej Gołota w niesławnej walce z Lamonem Brewsterem wytrzymał na ringu 52 sekundy, co daje niemal dokładnie połowę czasu, jaki przypadł Boninowi. - Prawie równo, dwie „gołoty” wytrzymał. Czy to oznacza, że jest dwa razy lepszy od Endrju? – pyta złośliwiec z sieci.
Przypomina się też walka Bonina z listopada ubiegłego roku nazwana „najbardziej żenującym pojedynkiem w historii polskiego boksu”. „Byk” miał wtedy poważne kłopoty z trafieniem w olbrzymiego Pavla Slivina, amatora ze Słowacji, który po raz pierwszy stanął w zawodowym ringu. - To była profanacja boksu! - ocenił zniesmaczony Krzysztof Kosedowski.
Kibice już wtedy ochrzcili Bonina mianem „kelnera”, który zaplątał się w liny zawodowego boksu przypadkiem. Tak czy inaczej - Polakowi opłacało się to zaplątanie. Za ostatnią „walkę” z Haye dostanie około 300 tysięcy złotych.
Adam Skorupiński
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony laif.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Portalu Laif. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@laif.co.uk.
Tagi: Tomasz Bonin, David Haye, Wembley Arena