Camden Town - miejsce, gdzie można kupić niemal wszystko. Błąkając się między sklepami i straganami, wchłaniając zapach zbliżony do tego, który roznosi się w polskim Tuszynie, prędzej czy później trafimy na stoisko, albo i cały sklep, z modą mocno alternatywną.
Przed sklepem zaprezentowana jest tylko część kolekcji - ale za to bardzo efektowna i na pewno zachęcająca do tego, żeby wejść do środka. Tam już wszystko ułożone według części garderoby. Z jednej strony mamy więc spodnie, dalej różne marynarki, kaftany, kamizelki i kurtki. Z drugiej strony - wdzianka dla pań, wśród których najwięcej miejsca zajmują spódnice i gorsety. Prawie wszystko w czarnym kolorze i koniecznie - zrobione ze skóry. Jej zapach w tym miejscu wręcz odurza swoją intensywnością. W głośnikach słychać ostrą muzykę, a pomieszczenie przypomina raczej klub dla metalowców niż sklep. Rozmawiam ze sprzedawcą, który bardzo dobrze komponuje się z tym wnętrzem - kolczyk w uchu, w nosie, na łuku brwiowym, na drugim uchu, i jeszcze jeden tuż obok, długie, zafarbowane na czarno włosy, rzęsy pomalowane tuszem, ciężkie sygnety na palcach, skórzane spodnie. Tony. Pytam o klientelę.
- Bardzo różni ludzie tutaj przychodzą, nie tylko metalowcy czy członkowie innych grup kojarzonych z takim stylem ubierania się i takim wyglądem. W gruncie rzeczy bardzo często wpadają do nas panowie w garniturach, rozglądają się, kupują jakiś gadżet i znikają bardzo szybko - uśmiecha się Tony.
Pytam o rzeczy, które nabywają tacy właśnie klienci.
- Przeważnie to jakieś części damskiej garderoby - skórzane majtki, gorset czy coś w tym stylu - śmieje się Tony. - Kiedyś zapytałem jednego, czy to dla małżonki; on tylko spojrzał na mnie oburzony i burknął: "No wiesz, dla żony takie rzeczy?"
Tony przyznaje, że najwięcej osób odwiedzających jego sklep to turyści. Wchodzą, rozglądają się, dotkną czegoś i wybiegają nie odezwawszy się ani słowem. Kiedy rozmawiam z Tonym, akurat obok sklepu przechodzi niemiecka wycieczka. Kilka osób wchodzi do środka, rozgląda się raczej obojętnym wzrokiem i wychodzi. A tyle tu różności...
Sąsiedni sklep dysponuje zbliżonym towarem. Jednak tutaj uwagę przykuwają przede wszystkim buty. Wielkie, ciężkie, skórzane. Wyglądają jak żywcem wyjęte z jakiegoś filmu science-fiction. Chociaż trzeba przyznać, że astronautom z NASA raczej utrudniłyby poruszanie się w kosmicznej przestrzeni, niż ułatwiły cokolwiek. Biorę do ręki jeden z takich butów, który sięgałby mi zapewne do samego kolana, do tego jest potwornie ciężki.
- Ludzie kupują takie rzeczy? - pytam sprzedawcy.
- Zdziwiłbyś się jak często. Przecież to dobry bajer, świetne buty i jakie mocne! - odpowiada, wyraźnie zachwycony produktem.
- Ale przecież zupełnie niepraktyczne.
- A czy to ważne? - odpowiada z uśmiechem.
Po chwili przy tej samej półce z butami pojawia się nastolatka z ojcem. Ona już wie, co chce kupić. On za chwilę się dowie, że zapłaci za półmetrowe skórzane kozaczki dla córki...
Mam jednak wrażenie, że jest coś, o czym obaj sprzedawcy nie chcą mi powiedzieć. Kiedy pytam o rodzaj klientów, jaki trafia do tych sklepów, obaj opowiadają o turystach, biznesmenach, metalowcach - i nagle milkną. Jednak nie poddam się łatwo!
Przechodzę przez ulicę i kieruję się do straganów - w identycznych w Polsce kupuje się elektryczne zapalniczki, budziki, noże i liche narzędzia "od ruskich". Tutaj wszystkie zapełnione są ubraniami, spinkami, broszkami, plakietkami i innymi rzeczami, których istnienia może bym nawet nie podejrzewał. Jednak na samym skraju stoi jeden stragan - na nim dumnie rozpięty obiekt moich badań. Skóra, wszystko ze skóry. Choć asortyment nieco uboższy niż po drugiej stronie ulicy, trzeba przyznać, że wygląda równie nęcąco. Stoiska nikt nie pilnuje. Wyciągam cichaczem aparat - trzeba przecież zaprezentować Czytelnikom "Laika", czego to ludzie nie wkładają na siebie. Wtedy zaczynają się problemy. Szybko podbiega do mnie kobieta w sile wieku, krzyczy, każe schować aparat. Groźnie wymachuje rękami i na nic zdają się moje tłumaczenia, że to do gazety, że dla prasy.
- Tak, tak, jasne, gazety. Spadaj, zboczeńcu jeden, myślisz, że mało takich jak ty się tutaj kręci? Przychodzą, żeby sobie pooglądać, popatrzeć i kto wie co jeszcze... Schowaj aparat i już cię tu nie ma!
Zboczeńcy? Jak ja? Czyżby kolejna kategoria klientów?
Jakub Czernik
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony laif.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Portalu Laif. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@laif.co.uk.
Tagi: Camden Town