Tani, skuteczny, wydajny – zachwalają mechanicy. I legalny! – dorzucają miłośnicy nocnego szaleństwa do białego rana.
Piątkowe popołudnie. Jak z początkiem każdego weekendu Maciek szykuje się do dwóch dni nieprzerwanej imprezy. Przygotowania obejmują oprócz generalnego mycia i golenia zamówienie jego ulubionej klubowej używki na jednej z licznych poświęconych jej stron internetowych. Wita go energetyczna klubowa muzyczka i zachęcający slogan: „Dostań to jeszcze dziś! Najwyższej jakości GBL z dostawą do domu w dniu zamówienia.” Na jednej z zakładek administrator strony zastrzega uczciwie:
„Sprzdajemy gamma-butyrolakton (GBL) – w postaci czystej i nieskomplikowanej. Jest to przemysłowy rozpuszczalnik o różnorodnych zastosowaniach. Nie próbujemy udawać, że to cokolwiek innego”. Szczerość zaiste rozbrajająca. Na innych stronach sprzedawany jest jako płyn do czyszczenia aluminiowych felg samochodowych lub substancja pomocna w rozcieńczaniu lakierów. Tylko kto potrzebuje rozpuszczalnika teraz, zaraz, natychmiast, z dostawą do domu? Odpowiedź brzmi – Maciek i jemu podobni.
Żyć szybko, umrzeć młodo
- Jestem urodzonym party animal. Żyję szybko, umrę młodo. Jeżeli coś ma mnie zabić, to chcę w tym czasie być w ekstazie – deklaruje w oczekiwaniu, aż ktoś odbierze jego zamówienie pod najwyraźniej mocno przeciążonym o tej porze darmowym numerem telefonu dostawcy.
Transport przyjeżdża w ciągu godziny. Trochę wolniej niż pizza na telefon, ale to dlatego, że weekend już się zaczął. Za buteleczkę z białego plastiku wypełnioną 125 mililitrami rozpuszczalnika Maciek płaci kurierowi w gotówce – 25 funtów za specyfik i 10 za dostawę.
- Starczy mi na jakiś miesiąc. Pewnie będę jeszcze rozdawał – komentuje dolewając kilka kropel specyfiku do butelki wody mineralnej za pomocą znajdującej się w każdym zestawie pipety. – Trzeba mocno rozcieńczać i najlepiej popijać czymś kwaśnym. Jest mocno zasadowe, więc może poparzyć struny głosowe – ostrzega. W powietrzu unosi się dość odstręczający chemiczny zapach. Maciek wychyla pierwszą szklaneczkę duszkiem, jakby to była czysta wódka, otrząsa się i popija sokiem pomarańczowym.
- Nie smakuje zbyt dobrze, ale potem jest już tylko lepiej – gwarantuje. – Uwierz mi, brałem w życiu już wszystko: amfa, koka, ecstasy, grzybki, kwasy, ketę… Wszystko może źle wejść, ma efekty uboczne, daje zwała albo paranoję. Ale nie „dżi”. To używka idealna, po prostu eliksir – cieszy się najwyraźniej doznając już pierwszych zbawiennych efektów swojego koktajlu.
Do seksu i do gwałtu
Na początku było GHB, czyli kwas 4-hydroksybutanowy. Środek medyczny, który przez cały wiek służył ratowaniu ludzkiego życia jako anestetyk pomagający operowanym pacjentom odpłynąć w krainę „bezbólu”. Steranym nałogiem alkoholikom ordynowano go, aby uśmierzyć objawy nagłej abstynencji i wspomóc oczyszczenie organizmu z trujących toksyn. Dobrze służył nawet sportowcom, którzy stosowali go jako środek wspomagający wydolność organizmu i sprzyjający przyrostowi masy mięśniowej.
Aż nadeszła era dzikiego rave’u. Amatorzy zabawy bez zahamowań odkryli, że podobny w działaniu do chloroformu usypiacz ma efekty zupełnie odwrotne, jeżeli go przedawkować. Powoduje euforię, daje nadzwyczajną energię i rozwesela. Podnosi także popęd seksualny i ułatwia kontakty z innymi osobami – to za farmakologicznymi opracowaniami.
Klubowicze lubią GHB opisywać jako „liquid extasy”, czyli ecstasy w płynie. Przedawkować je właściwie trudno, no chyba że zmiesza się z alkoholem. Wtedy efekt potrafi być piorunujący: zawroty głowy, mdłości, wymioty, utrata przytomności i amnezja. Może zdarzyć się też śmierć, jeśli delikwent zadławi się nieprzytomny własnymi wymiocinami lub zapadnie w śpiączkę tak głęboką, że jego organizm zapomni nawet oddychać. Ten zbawienny skutek zapomnienia uczynił ponoć GHB narzędziem gwałcicieli, którzy dolewają go damom do drinka, żeby potem nieprzytomne zgwałcić. Z powyższych powodów w większości krajów obrót tym środkiem zdelegalizowano.
Zamiennik zbyt doskonały
- Kiedy świat oszalał i zabronili GHB, wszyscy radośnie pobiegliśmy kupować GBL – wspomina Leo, dziś już imprezowicz w stanie spoczynku. No, raz w miesiącu zdarzy mu się gdzieś wyskoczyć. – GBL wydawało się doskonałym zamiennikiem. Było tańsze, efekt działania szybszy i bardziej długotrwały – wylicza. GBL to substancja chemiczna, która stanowi w stosunku do GHB tzw. prolek. Oznacza to, że GHB można z niego wyprodukować. W tym konkretnym przypadku wyprodukuje je w procesie metabolizmu sam nasz organizm, jeżeli tylko wlejemy mu do żołądka nieco potrzebnego surowca.
Wkrótce okazało się jednak, że ta skuteczność potrafi być zabójcza.
- GHB odmierzało się kieliszkiem. W przypadku GBL jedna kropla potrafi zrobić wielką różnicę. Kiedy dolewasz sobie to do drinka w ciemnej toalecie klubu, a zwykle już jesteś nieźle nawalony, o przedawkowanie nietrudno – ostrzega Leo.
GBL stało się w londyńskich klubach jedną z najpopularniejszych używek. Zdarzają się weekendy, kiedy do szpitali z objawami przedawkowania trafia nawet kilkanaście ofiar w stanie śpiączki. Mimo że legalne, GBL stało się najostrzej zwalczaną przez organizatorów imprez substancją. Nikt nie lubi zwłok na parkiecie. Brytyjskie władze przymierzają się więc do wycofania GBL z legalnego obrotu.
- Dlaczego nie zabronią alkoholu?! Za przedawkowania jest odpowiedzialny tak samo jak „dżi” – protestuje Maciek. Już zaczyna myśleć o zrobieniu zapasów na czas prohibicji. – 10-litrowy kanister kosztuje koło czterech stów. Starczy mi na następne 10 lat – zapowiada.
Jeremiasz Oniśko
© Fortis Media Limited 2004-2009
Użytkownicy strony laif.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Portalu Laif. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@laif.co.uk.
Tagi: Clubbing z rozpuszczalnikiem, GHB, GBL, rozpuszczalnik, liquid extasy