Z aktorką bollywoodzkich filmów, gwiazdą telewizyjnych show, malarką, projektantką średniowiecznych strojów oraz tropicielką tajemnic świata i zaświatów - Dorotą Łopatyńską de Ślepowron rozmawia Jaromir Rutkowski.
Jakie obrazy Pani maluje?
U mnie jak u Matejki. Każdy szczegół wypracowany. A widziałam na wystawie obrazy, gdzie całe płótno pokrywa farba jednego koloru i tylko rzuconych jest kilka kropek. To niezgodne z etyką malarską. To szmira.
Widzę, że oko to Pani ulubiony motyw...
Symbolizuje Horusa. Czuję specjalny kontakt pomiędzy tą istotą świetlistą a mną. Przez trzy lata, kiedy mieszkałam w Indiach, gdzie mnie wszyscy szanowali, podziwiali i przynosili kwiaty, nawet sama czułam się jak bogini.
A jak jest tutaj?
Już w zeszłym roku dwa moje płótna wystawiono na Summer Exhibition 2006 w Royal Academy of Art (???). Zgłosiłam trzy, ale jeden ocenzurowano, bo objawiał tajemnicę. Każdy mój obraz zawiera tajemnicę, ale dwa nie wzbudziły kontrowersji, bo nikt się nie domyślił, co na nich jest.
Co to za tajemnica?
Lepiej nie pisz o tym, bo się narazisz. Oni wiedzą, że ja wiem, ale mi już nie zależy. Mnie zależy, żeby nie zaniknęła miłość, rasa ludzka, żeby nie chodził koło mnie klon, żeby mi robot pracy nie zabrał. A oni chcą wyeliminować ludzi, zniszczyć miłość, a piękno zastąpić szmirą i głupotą. Należy do nich królowa i Tony Blair - wszyscy oni to jedna banda... Dlatego cieszę się, że powstało takie pismo jak "Laif".
A co "Laif" ma z tym wspólnego?
"Laif" prezentuje radość, życie. Dość już czasopism o sztywnej tematyce. Nareszcie coś lekkiego. Popieram kobiety, które pokazują się na trzeciej stronie. Propagują miłość, tak jak ja w swoich obrazach.
W jaki sposób została Pani projektantką strojów średniowiecznych?
W czasie wycieczki do Greenwich, miejsca tajemniczego, bo tam się czas zaczyna i kończy, znalazłam sklep, gdzie na wystawie była średniowieczna suknia. Strasznie mi się spodobała. Gdy weszłam do środka, właścicielka, starsza pani, nie mogła ode mnie oderwać wzroku. To było spotkanie trzeciego stopnia. Przepowiedziała, że będę kontynuować jej dzieło.
I wtedy Pani zaczęła projektować średniowieczne stroje?
Nie. Pomyślałam wtedy, że stara baba gada bzdury. Ale jakoś mnie tam ciągnęło. Po roku pojechałam znowu, ale sklep był nieczynny. Zapytałam sprzedawczyni z lokalu obok, co się stało, a ona mi powiedziała, że ta starsza pani już nie żyje. Usiadłam wtedy nad brzegiem rzeki, patrzyłam na statki i pomyślałam sobie, że może jej dusza nie może znaleźć spokoju, że może naprawdę chciała mi przekazać pałeczkę. Wtedy zaczęłam rysować pierwsze stroje.
W jaki sposób trafiła Pani do bollywoodzkich filmów?
Zaprowadziłam do fotografa moją córkę, żeby jej zrobić portfolio, bo ona młoda, przed nią kariera. I ten fotograf spojrzał na mnie i powiedział: "czemu ty nie zostaniesz modelką, masz taką piękną twarz". No i mnie przekonał. Z tym portfolio poszłam do agencji. Zobaczymy, co da się z tym zrobić, powiedzieli mi. W jakiś czas później zadzwonił ktoś do mnie, że kręci bollywoodzki film i czy chciałabym wystąpić.
W jakich filmach Pani wystąpiła?
Do tej pory w trzech. Nie trafiły jeszcze do kin, więc nie znam tytułów. Były kręcone tutaj, w Londynie. W pierwszym byłam krupierką w kasynie. W drugim trochę tańczę i śpiewam na Trafalgar Square, potem jestem jedną z reporterek w tłumie. Wszyscy krzyczymy: "Gdzie jest Radża?!". W trzecim występuję u boku najprawdziwszej bollywoodzkiej megagwiazdy - Amitabha Bachchana. To małe rólki. Marzy mi się jakaś poważna, w polskim serialu.
Podobno brała Pani udział w telewizyjnym show?
W całej serii programów "How to look good naked"(???), czyli "Jak dobrze wyglądać nago". Będą emitowane od maja na Channel 4. Kiedy zadzwonił do mnie z tą propozycją agent, posprzeczaliśmy się - gdzie bollywood, a gdzie ja na golasa. Ale potem wyjaśniło się, że to program, który ma leczyć kompleksy. Wystąpiłam wraz z grupą innych modelek, właśnie takich o niedoskonałych ciałach. Pokazywano nas głównym uczestniczkom, które miały straszne kompleksy z powodu swojego ciała. Jak tak stałyśmy tam wszystkie, to przyglądałyśmy się sobie i dochodziłyśmy do wniosku: to jeszcze nie jest ze mną tak źle.
Podobno najciekawszy jest finał?
W finałowym programie stajemy wszystkie razem przed kamerą i na hasło "How to look good naked?" zbiorowo zrzucamy swoje majtki i staniki...
Barwny życiorys.
To jeszcze nie wszystko. Występowałam też w reklamie gumy do żucia, reprezentowałam Londyn w wyborach najpiękniejszej mężatki UK, brałam udział w programie "Doctor Who - Special Friday night Project"...
Ale o tym może następnym razem. Bardzo dziękuję za rozmowę.
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony laif.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Portalu Laif. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@laif.co.uk.
Tagi: Dorota Łopatyńska,