Rozmowa z Karin Stanek, wokalistką.
Daniel Kossak
redakcja@laif.co.uk
Karin Stanek jest artystką uwielbianą, ale była też wiecznie krytykowaną - co najczęściej nie podobało się w tobie krytykom?
- Pochodzę ze Śląska i mam akcent, co słychać w każdej mojej interpretacji piosenki. Nie jestem w stanie tego wyeliminować. Teraz, po latach, mój śląski akcent już trochę ustąpił. Zatracił się, gdy rozwinęłam się jako artystka... Im bardziej krytykowała mnie prasa, tym bardziej kochała mnie publiczność.
W czasach swojego debiutu i w okresie największej popularności z trudem godziłaś karierę muzyczną i naukę w liceum dla pracujących. Wreszcie udało Ci się zdać maturę. Podobno było tak, że na szkolnym korytarzu rozdawałaś autografy kolegom, a za drzwiami czekała na ciebie komisja egzaminacyjna...
- Jeśli ktoś ma talent do muzyki, to jest antytalentem matematycznym, fizycznym i chemicznym. Oprócz tego miałam też dwóję ze śpiewu. Rzadko chodziłam do szkoły, bo ze względu na rodzeństwo dużo pomagałam mamie. Reakcje nauczycieli na moją karierę były różne, miałam też wspaniałych nauczycieli. To były dla mnie trudne czasy, miałam problemy w szkole. Zerwałam kontakty z moimi koleżankami, nie mogłam chodzić po ulicach, byłam zaczepiana... Moja kariera i wielka popularność zaczęła się gdy miałam 18 lat.
Czy łatwiej było zrobić karierę, czy ją utrzymać?
- O karierze w ogóle wtedy nie myślałam. Chodziło mi o to, żeby zarobić parę groszy i dać je mamie. Słowo "kariera" było mi obce. Moje 5- i 6-letnie rodzeństwo zabierałam na trasy koncertowe, żeby odciążyć mamę. Za swoją pierwszą sopocką gażę kupiłam jej piękny telewizor.
Czy dzisiaj jesteś wdzięczna Bogu za to, co tobie zgotował?
- Jest pan pierwszy, który mnie o to pyta! Jestem katoliczką. Od 20 lat mam w torebce mały obrazek z Jezusem, który wszędzie ze sobą zabieram. Stawiam go na stoliku przy łóżku w hotelach... Jestem do niego mocno przywiązana. Bardzo wierzę w Boga i w siłę wyższą. Widocznie tak miało być.
Po jednym z twoich koncertów w Katowicach, Edward Gierek publicznie powiedział o tobie: "Ta pchła mi tu więcej nie wjedzie". Dlaczego?
- Dlatego, że miałam koncert na 100 tysięcy ludzi i publiczność nie chciała się po koncercie uspokoić. Nie radziło sobie z ludźmi ani wojsko, ani milicja. Ludzie byli dumni z tego, że jestem tak jak oni, ze Śląska. Zdemolowali wtedy wszystko! (śmiech). Drugi raz taka sytuacja powtórzyła się, gdy występowałam przed koncertem The Rolling Stones.
Na scenie zachwycałaś ogromnym temperamentem. Niektórzy sugerowali nawet, że bierzesz hasz i inne narkotyki?
- Nie brałam narkotyków. Do dziś nie wiem jak one wyglądają. Uważam, że jako artysta mam pewien obowiązek przed publicznością.
Mówisz w wywiadach, że chociaż masz dom w Niemczech, prawie w ogóle w nim nie bywasz: "Ludzie, którzy mają rodziny, potrzebują domu. Ja nie mam, więc po co?" Czy dziś możesz powiedzieć, że jesteś szczęśliwa?
- Mój dom stoi pusty. W ogóle w nim nie bywam. Rodzina każe mi go sprzedać. Czy jestem szczęśliwa? I tak, i nie... Nie chciałam wyjść za mąż i mieć dzieci, bo wcześnie stałam się młodą matką dla mojego rodzeństwa. Nie chciałabym powtórzyć błędów matki. Gdyby nie kariera, pewnie skończyłabym studia. Poznawałam wielu intelektualistów, którzy studiowali i to mi w nich imponowało. Dziś nie czuję się samotna, ponieważ moim przyjacielem jest muzyka. Za każdym razem gdy wjeżdżam do Polski, jestem rozpromieniona, gdy wyjeżdżam, jestem zdruzgotana psychicznie bo nigdy nie mam pewności czy jeszcze do niej wrócę. Byłam wszędzie, ale Polska jest niezwykła i to mój dom. Kocham samotność.
Jak dziś wygląda twoja kariera w Niemczech?
- W Niemczech jestem bardzo dużo zapraszana. Prawdziwą gwiazdą jestem jednak w Polsce, tam jest moja wierna publiczność. Polska zrobiła ze mnie gwiazdę. Gdy odwiedzam kraj, mam łzy w oczach. Polska publiczność to moja rodzina. Ona wyniosła mnie na wyżyny sławy i jej wszystko zawdzięczam. W Niemczech występuję w najpopularniejszych programach, ale nie mam tam tak wielkiego nazwiska jak w Polsce.
Gdybyś za pomocą czarodziejskiej różdżki mogła w swoim życiu zmienić trzy rzeczy, to co by to było?
- W żadnym wypadku nie byłabym artystką. To bardzo trudny zawód, to się czuje po latach. Artysta musi być zawsze do dyspozycji swojej publiczności. Publiczność trzeba elektryzować. Artysta musi być jak magnes. Chciałabym też skończyć studia, np. geografię albo archeologię, bo to mnie zawsze interesowało.
Twoje przeboje "Malowana lala", "Sobota to mój dzień", "Chłopiec z gitarą", "Jimmy Joe", "Autostop" znają wszyscy. Czy masz swoją ulubioną piosenkę, którą śpiewasz? Taki przebój - wizytówkę?
- Tak, to piosenka "Dlaczego tak się stało". Jej tekst jest fascynujący i często go sobie analizuję. Bardzo rzadko go śpiewam. Tego utworu słucham w domu z lampką szampana. Gdy jestem sama, lubię też słuchać Chopina. Pierwszy raz zakochałam się w nim gdy miałam 17 lat, ale nie mogłam dostać wtedy jego płyt. W jego muzyce odnajduję totalny spokój. Do szczęścia wystarczy mi mały domek w lesie, Chopin i ja. (smiech).
Czym jest dla ciebie sukces?
- Sukces to pojęcie względne. To jest fantazja. To plany. Dla wielu nieosiągalne. Żaden artysta na świecie nie może przewidzieć swojego sukcesu, ponieważ nigdy nie wiadomo w jakim nastroju jest publiczność. Ja osiągnęłam sukces nieświadomie, ale za każdym razem, gdy jadę na koncert, nie wiem jak zostanę przyjęta. Każdy marzy o sukcesie, nieważne czy jest się politykiem, sportowcem, czy artystą. Sukces jest jak szóstka w totka!
Jak oceniasz swoje dokonania? Czy możesz powiedzieć, że zrobiłaś karierę międzynarodową?
- Zrobiłam karierę międzynarodową. Potrafię sama opanować kilka tysięcy ludzi. Wielu zagranicznych artystów wspomaga się zespołem, z którym podróżuje w wielkich ciężarówkach. Ja mam tylko jedną małą walizeczkę. Występuję na wielkich, międzynarodowych scenach i radzę sobie sama. Miło mi, jak dzwonią i proponują kolejne występy.
Co ci się ostatnio śniło?
- Mnie się bardzo dużo śni i wiele rzeczy z moich snów się potem realizuje w życiu artystycznym. Często śni mi się Fryderyk Chopin. Nie mogę bez niego żyć i delektuję się nim w moim śnie. Śni mi się jego sylwetka, jego muzyka, jestem zakochana w tym co stworzył i jak zafascynował sobą świat.
Nigdy nie wyszłaś za mąż i nie urodziłaś dzieci. Czy myślisz o tym, jaką byłabyś matką?
- Nie. Kocham dzieci ponad życie, ale musiałam dokonać wyboru. Albo kariera, albo dzieci. Wiedziałam o tym, że jeśli będę miała dzieci to chciałabym być matką w stu procentach. Gdy jest się artystą to wcale nie jest takie proste. Kończyłam szkołę korespondencyjnie, robiłam maturę, potem poznałam życie artystyczne na Zachodzie. Tam liczy się talent i show, żeby tam coś osiągnąć musisz być artystą w pełnym tego słowa znaczeniu. Za granicą poznałam co to znaczy biznes, kariera i talent.
Wierzysz w przeznaczenie?
- Absolutnie wierzę. Tak miało być. Zrobiłam karierę i pod względem finansowym pomogłam całej rodzinie. Znakomicie mi się powodziło, mogłam sobie na wszystko pozwolić, miałam osobistego krawca, osobistego szewca. Żyłam jak gwiazdy na Zachodzie.
Czujesz się wybrańcem Boga?
- Znakomicie to sformułowałeś. Jestem wybrańcem Boga. Zrobiłam karierę, bo matce musiał ktoś pomóc. Nie mogła dłużej sprzedawać butelek, żeby zarobić na zupę dla rodzeństwa. Gdy jechaliśmy tramwajem, kazałam rodzeństwu kłamać, że mają mniej niż 7 lat, bo nie stać nas było na bilety. Bóg do dziś jest dla mnie number one!
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony laif.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Portalu Laif. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@laif.co.uk.
Tagi: Karin Stanek, Edward Gierek