Portale randkowe – współczesne biura matrymonialne, gdzie członkowie szukają wielkiej miłości, czy miejsce, gdzie „ćwiczy się techniki, jak najszybciej doprowadzić kobietę sprzed komputera do łóżka”?
Postanowiłam osobiście zbadać temat. Utworzyłam swój profil osobowy na jednym z najpopularniejszych portali randkowych dla Polaków w Wielkiej Brytanii. Rubryki typu zainteresowania, kogo szukam – wypełnione. Pozostaje tylko dodać zdjęcia. Jedno bezpretensjonalne z moją uśmiechniętą buzią, drugie bardziej seksowne, aby zwrócić na siebie uwagę potencjalnych partnerów. Drugi dzień po utworzeniu profilu, z ciekawością zerkam na moje konto i ku mojemu zaskoczeniu dostałam 32 uśmiechy, 26 buziaków oraz 8 wiadomości od rozjuszonych samców. Nieźle, jak na początek. Mnogość odzewu mile połechtała moje ego, przyznaję. Moją misją nie jest jednak wymiana uprzejmości, odpowiadania na nużące pytania typu: „Co porabiasz w Londynie?”, czy przesyłanie nic nieznaczących wirtualnych uśmiechów i buziaków. Moim zadaniem jest jak najszybsze przejście do meritum, czyli spotkanie w „realu” by przekonać się, czy faceci w rzeczywistości są tak wspaniali jak w środowisku wirtualnym oraz czego tak naprawdę szukają na portalach randkowych.
Sam na sam z Frankensteinem
Krótka wymiana wiadomości, następnie błyskawiczna numerów telefonów i możemy się spotkać. Pierwszym wybrańcem jest… nazwijmy go „Romek”. Koleś spóźnia się 35 minut. Co on sobie wyobraża? Palant! Czekam na gościa tylko dlatego, że mam pracę do wykonania. W końcu się pojawia. Nie przypomina ani troszkę tego przystojniaka ze zdjęcia na statku wycieczkowym. Czy to w ogóle on, czy przysłał kuzyna Quasimodo? Oczywiście na wstępie gorąco przeprasza zapewniając, że się z reguły nie spóźnia oraz, że mi to zrekompensuje (gwoli ścisłości, nie ma żadnej rekompensaty!). Maszkara nie jest ani trochę w moim typie. Nie poraziła mnie też swoją elokwencją. Czego Romek szuka w Internecie? - Miłości oczywiście. Chcesz być moją drugą połówką? – pyta. Szablonowe pytanie „Randki w ciemno”, gdzie bohaterowie teleturnieju mają wykutą na pamięć z założenia zabawną i inteligentną ripostę. Upiorny uwodziciel prawił komplementy, był opiekuńczy i szarmancki, dopóki nie poinformowałam go, że nie będę jego drugą połówką. Wtedy wyszło skrzętnie ukrywane przez dwie godziny kołtuństwo. Dowiedziałam się, że nie jestem wcale taka zajebista, a w ogóle jestem dla niego za stara – mam w końcu skończone 27 lat…
Obcisła koszulka i kolekcja płyt DVD
Kandydant numer 2, „Tomek”, ma na swoim profilu zdjęcie bez koszulki z naprężonymi do granic możliwości muskułami. Krępacja… Brakowałoby tylko, żeby był oparty o blachę (czytaj maskę sportowego auta). To już by było mistrzostwo! Jeleń na rykowisku! Wprost nie mogę doczekać się spotkania. Amator chodzenia topless na szczęście przyszedł ubrany. Był dokładnie taki, jak na zdjęciu i dokładnie taki, jak go sobie wyobrażałam. Koszulka ciasno opinała jego klatkę piersiową niczym kondom członka. Koleś ewidentnie uwielbiał swoją klatę. Oprócz niej nie miał zbyt wiele do zaoferowania. Typ okazał się wielkim romantykiem. Interesowały go tylko poważne związki. Szkoda tylko, że mówił to z ręką na moim kolanie a na pożegnanie rwał się do całowania. Oczekiwał ponadto wyjaśnień, dlaczego nie chcę pójść z nim do jego domu obejrzeć najnowszy film na DVD. Chodziło mu chyba o miłość ekspresową.
Homo nie wiadomo
Trzeci delikwent był kompletnym przeciwieństwem swojego poprzednika. Cienki jak szczypiorek, z bicepsami jak komara pięty – bez cienia zuchwałości. Osobnik niezdecydowany, nie potrafiący podjąć samodzielnie decyzji. Nie wiedział, gdzie chce iść (zaprowadziłam go do kina na thriller, w nadziei, że to go obudzi…), nie wiedział, co chce jeść (zamówiłam dla nas sushi - nie jestem pewna czy mu smakowało), oczywiście nie wiedział, dlaczego zapisał się do portalu randkowego. Zagubiony Romeo z przepiórczymi jajami chyba nie był pewien również swojej preferencji seksualnej.
Jazda bez trzymanki
Następny pretendent do mojego serca był obłędnie przystojny i stawiał sprawę jasno. Na pytanie, czego oczekuje po internetowym randkowaniu, stwierdził: - Najpierw mały seksik a potem się zobaczy. - Masz jakieś specjalne upodobania, jeśli chodzi o seks? – spytałam zaczepnie. - Ostrą jazdę lubię – zaczął z rozbrajającą szczerością. - Ciąganie za włosy, klapsy, świntuszenie, takie tam... Ja to najzupełniej normalny jestem – stwierdził wyraźnie zadowolony z siebie samiec. - Oral oczywiście. Seksem analnym też nie pogardzę. Ale z tym to możemy trochę poczekać – dodał wspaniałomyślnie, widząc moją przestraszoną minę. Nie dopytywałam, jak długo byśmy z „tym” poczekali, bo za bardzo zajęta byłam pakowaniem manatków i wianiem gdzie pieprz rośnie.
Coś tu nie gra...
Wracając do mojej pracy badawczej, randkowicz numer 5 okazał się naprawdę sympatycznym, inteligentnym, zabawnym facetem. Szuka nowych znajomości, przyjaźni, być może miłości. Po trzecim rendez vous nadal nie doszukałam się jakichkolwiek nieprawidłowości, choćby małej dewiacji seksualnej, niemoralnego postępowania czy obleśnego hobby. Nad tym przypadkiem będę musiała popracować trochę dłużej...
Po moim zwięzłym, ale jakże inspirującym badaniu naukowym, porównałabym portal randkowy do kurnika. Koguty stroszą piórka, odprawiają dziwne harce-wygibasy, tak zwane tańce godowe po to by hyc!, z zaskoczenia wskoczyć na kuperek kokoszki. Więc drogie panie, „watch your back!” - jak powiedzieliby Anglicy, żeby nie było niespodzianek. Jakiegoś zbuka na przykład.
Kamila Jung
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony laif.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Portalu Laif. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@laif.co.uk.
Tagi: Serwisy randkowe, internetowy kurnik, Jurne kogutki z internetu