Po 69 latach odnalazł się w Londynie film z pierwszej polskiej wyprawy w Himalaje, której bohaterowie zaginęli w tajemniczych okolicznościach...
Nanda Devi (7434 m n.p.m.) to święta góra Hindusów. Wierzą oni, że ktokolwiek odważy się postawić stopę na jej szczycie, niechybnie ściągnie na siebie nieszczęście. Tę właśnie górę, niemal w przeddzień II wojny światowej, zdobyło dwóch polskich alpinistów - Jakub Bujak i Janusz Klarner. Pomimo tego, że wojenne wydarzenia nadały ich losom różne kierunki, wykazują one jednak zadziwiającą zbieżność: obaj niedługo po wojnie zaginęli w niewyjaśnionych okolicznościach. To, co naprawdę się z nimi stało, pozostaje tajemnicą do dziś. Jedną z osób, które próbują tę tajemnicę rozwikłać jest Anna Pietruszek z Instytutu Pamięci Narodowej - alpinistka i wybitny filmowiec. Wierzyła ona przez lata, że musi istnieć film z wyprawy na Nanda Devi. Poszukiwania tego filmu zajęły jej 17 lat.
Zaginieni
Wyprawa na Nandę miała być przygotowaniem do kolejnej ekspedycji na K2. Jej kierownikiem był 34-letni Jakub Bujak. Oprócz najmłodszego i najmniej doświadczonego Klarnera (29), towarzyszyli mu Adam Karpiński (42) i Stefan Bernadzikiewicz (32).Dwóch ostatnich "klątwa Nandy" dotknęła jeszcze na stoku: zginęli w lawinie, podczas próby zdobycia pobliskiej Trisuli. Na dół zeszli tylko Bujak z Klarnerem. Wiadomość o wybuchu wojny zastała ich w Bombaju. Wówczas rozdzielili się: Bujak dotarł do Anglii, a Klarner (przez Rumunię) do Warszawy. Podczas okupacji Klarner walczył w AK i brał udział w powstaniu warszawskim. Jeszcze podczas wojny zaczął jeździć z odczytami o wyprawie na Nandę. Napisał też o niej książkę, którą bezskutecznie próbował wydać. Ukazała się dopiero podczas odwilży 1956 roku, ale on zapewne nigdy się o tym nie dowiedział. 17 września 1949 roku wyszedł ze swojego mieszkania w Warszawie i zaginął bez wieści. Jego rodzina daremnie próbowała się czegoś dowiedzieć, a siostra 2 lata szukała informacji, odwiedzając różne więzienia - wszystko na próżno: przepadł jak kamień w wodę. Z kolei Bujak, który dotarł do Londynu przez Palestynę, jako wybitny inżynier i konstruktor pracował nad projektami prototypowych silników dla armii brytyjskiej. W lipcu 1945 roku, wraz z zaprzyjaźnioną Angielką, udał się w góry Kornwalii i zaginął. Mimo poszukiwań policji oraz wyprawy zorganizowanej przez kolegów nie udało się go nigdy odnaleźć. Przyjęto więc wersję, że oboje utonęli w morzu - choć dzień był zimny i nie nadający się do kąpieli.
Cudem ocalały
Anna Pietraszek twierdzi, że kiedy dostała w 1989 roku propozycję zrobienia filmu o wyprawie na Nanda Devi - to było dla niej jak "bajka z Hollywood". O przedwojennej ekspedycji słyszała od małego. Nazwiska czterech polskich himalaistów znał każdy, kto w ówczesnej Polsce interesował się alpinizmem. Ten niesamowity wyczyn nie był jednak powszechnie znany, gdyż w latach komunizmu, "przedwojenni bohaterowie" z założenia nie cieszyli się uznaniem. Film nakręciła w ciągu miesiąca, bo tyle dostała na to czasu. Potem zaczęła odkrywać tę historię dalej - dla siebie. Na jednym ze zdjęć w książce Klarnera zobaczyła, że Bernadzikiewicz ma ze sobą kamerę. Na tej podstawie wysnuła wniosek, że podczas wyprawy musiał być nagrywany film. Uczestnicząc wielokrotnie w wyprawach górskich wiedziała, co to znaczy dźwigać filmowe rolki. Była przekonana, że takiej taśmy nie bierze się na szczyt, więc Karpiński i Bernadzikiewicz, idąc na Trisuli, musieli zostawić ją w bazie. W istnienie filmu wierzyła też wielka amatorka polskiego alpinizmu - Wanda Rutkiewicz. Próbowała go odnaleźć podczas swojego pobytu w Londynie, ale znalazła tylko pudełka. Pietruszek miała więcej szczęścia: zaangażowała do pomocy dwóch brytyjskich archiwistów z British Film Institute, którzy niczym dwóch Sherlocków Holmesów rozpoczęli poszukiwania według jej telefonicznych wskazówek - i udało się. Tak naprawdę gdzie znajduje się bezcenny film, Pietraszak wiedziała już od 15 lat. Do pomysłu przywiezienia go do Polski próbowała namówić kolegów z Klubu Wysokogórskiego, ale tam do pomysłu tego odnoszono się z rezerwą. Szukała też, jak mówi, mądrego, niezależnego producenta, któremu mogłaby zaufać. Takiego znalazła dopiero w zeszłym roku - w osobie Anety Naszyńskiej. To właśnie Naszyńskiej udało się ostatecznie sprowadzić film do Polski. Zadzwoniła z Londynu i powiedziała: "Ania, mamy film!". Na przywiezienie go musiała wyrazić zgodę córka i spadkobierczyni jednego z himalaistów - Małgorzata Bujak-Lenczowska. Wreszcie 15 lutego 2008 roku w mieszkaniu Anny Pietruszek odbyła się pierwsza projekcja filmu. Na tym zamkniętym pokazie znalazły się wszystkie trzy kobiety, a towarzyszył im historyk z IPN - Leszek Rysak. Dziwnym wydaje się fakt, że Aneta Naszyńska nie obejrzała wcześniej filmu. Mówiła, że bała się, co zawiera i jakiej jest jakości. - Jeśli miałybyśmy się rozczarować - oznajmiła - to we trzy.
Oddajcie nam bohaterów
Na filmie, który trwa 11 i pół minuty Magdalena Bujak - Lenczewska po raz pierwszy zobaczyła swojego ojca (wyjechał on z Polski, kiedy miała 3 lata). Fakt, że kopia jest doskonała zawdzięczać należy ogromnemu wysiłkowi brytyjskich techników. Na filmie widać całą czwórkę himalaistów podczas kolejnych etapów wyprawy. Odnalezienie filmu rozbudziło tylko ambicje, by przywrócić zaginionym bohaterom należną im historycznie rangę. Pietruszek zamierza nakręcić o nich kolejny dokument. Dosłownie parę dni temu została specjalnie w tym celu zarejestrowana polsko-brytyjska firma producentka o nazwie Heroes Production Ltd. Patronat nad tym projektem objął IPN. Znalazła się też niewielka na razie grupa osób, które próbują dociec, co stało się z zaginionymi himalaistami. Pietruszek twierdzi, że jej zdaniem Bujak zginą z rąk wywiadu - pytanie tylko którego. Znał zbyt wiele tajemnic brytyjskiego przemysłu zbrojeniowego, opuszczenie przez niego Anglii nie wchodziło w grę, tymczasem jest prawdopodobne, że zamierzał wrócić do Polski. Być może odpowiedzi należy szukać w tajnych brytyjskich archiwach. Aby do niej dotrzeć, poszukiwacze prawdy gotowi są zabiegać nawet u królowej. W czasach żelaznej kurtyny nagłe zniknięcia wybitnych naukowców nie były wcale ewenementem. Niektórzy z nich znajdowali się po wielu latach np. w mieście Gorki, gdzie pracowali na rzecz Związku Radzieckiego... Z Klarnerem rzecz ma się podobnie. Być może, zabiegając o rozsławienie wyprawy, sam nieświadomie wydawał na siebie wyrok. Po wojnie łatwo było zresztą zniknąć w ten sposób, szczególnie jeśli było się w AK. Ta czarna karta historii do dziś nie została należycie wyjaśniona. A w "klątwę Nandy" można wierzyć lub nie. Bill Tielman i Noel Odell, którzy w 1936 roku zdobyli tę górę jako pierwsi, jakimś cudem dożyli siedemdziesiątki...
Jacek Papis
j.papis@laif.co.uk
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony laif.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Portalu Laif. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@laif.co.uk.
Tagi: Nanda Devi, IPN, Himalaje, Londyn, Jakub Bujak, Janusz Klarner, K2