Bezdomni w Londynie są bez wątpienia tak samo światowi, jak miejsce, w którym mieszkają. Skoro dołączyli do nich też ziomkowie z Polski, i ci musieli się wyrobić. Mam zaszczyt ogłosić, że znakomicie im się udało.
Miałem okazję swego czasu robić o nich reportaż, nie omieszkałem więc udać się w tak zwany teren. W okolicach londyńskiego Hammersmith miejsce dramatu - sterta kartonów służąca naszym kloszardom za legowiska okazała się pusta. Gwiazdy, do których przyjeżdżało już wtedy nawet amerykańskie CNN udały się na zasłużony relaks do pobliskiego parczku. W sielskich promieniach letniego słońca, na ławeczce, raczyli się piwkiem - świetnie schłodzonym i polskim, a jakże (hindus nie nastarcza z importem). Roznegliżowali się nawet do pasa, aby opalenizna równomierniej rozrumieniła ich ciała. W okolicach legendarnego już dworca Victoria, na schodkach prowadzących do jednej z dwóch pobliskich stacji autokarowych, również rozsiadła się w oczekiwaniu na przyjezdnych galeria polskich "monsieurs żule". Jak rada areopagu wypatrują zagubionych - oczywiście aby udzielić im pierwszej pomocy. No i zainkasować za "induction" drobny datek.
- Może kanapeczkę? Dobra, z szyneczką - oferują, gdy do nich podchodzę. - No to może chociaż odrobinkę cideraska - nalegają gościnnie. Ten ostatni to kupili sobie sami. A bo to mało zarobili ostatnio na dziennikarzach z całego świata, ciągnących, aby uwiecznić tragedię polskich imigrantów. Zdjęcie - 30 funtów, wywiad - 50, filmowanie - 100. Kanapeczki? Tu podają mi listę punktów wydawania żywności, niczym smakosze z przewodnika po restauracjach Michelina krytycznie recenzując jakość potraw. Inne "charity" dostarczają fatałaszki. Z drugiej ręki, ale co to za zużycie, jak się jakiś dandys raz tylko w sweterek od Zary wbił i oddał dla biednych. Władze dzielnicy fundują im nawet wakacje w ojczyźnie. Podstawiają darmowe autobusy do Polski. Frajerzy chcą się pozbyć kłopotu, ale oni wracają. - Gdzie nam będzie tak dobrze jak tu! Oczywiście są prawdziwe ofiary oszustów oferujących nieistniejącą pracę, zdezorientowane, przerażone, w panice. Ale tych na ulicy nie znajdziesz. Żeby w Londynie być bezdomnym, trzeba naprawdę chcieć.
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony laif.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Portalu Laif. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@laif.co.uk.
Tagi: bezdomność, Londyn, Wielka Brytania, Hammersmith, charity