Były wicemistrz Polski w judo, pierwszy kulturysta na świecie, który zajął 2. miejsce w zawodach mając rękę w gipsie. Do tego licencjonowany ratownik, który chciał zadbać o Czytelniczki Laifa zgłaszając się do nas z propozycją, by zamiast dziewczyn na naszym plakacie znalazł się od czasu do czasu jakiś umięśniony, gorący facet - jak on sam.
Dlaczego do nas zadzwoniłeś?
- No, chciałem, aby na plakacie w środku gazety od czasu do czasu pojawiali się również fajni, umięśnieni panowie, a nie tylko kobiety. Tak, aby i paniom zrobić uciechę. Fajnie byłoby, gdyby zrobić taką całą kolekcję fotek panów o wyrzeźbionym ciele, w samych spodenkach bez koszulki.
Jesteś nie tylko kulturystą, również i ratownikiem. Z takim ciałem Twoja praca musiała przypominać "Słoneczny Patrol".
- Tak może się tylko wydawać, ale naprawdę to bardzo ciężka praca. Jasne, że laski się zdarzały, bo na plaży laski zawsze się zdarzają. ale to raczej na podwieczorek. Nie jestem gejem, więc odwracam się, gdy widzę jakieś "fajne rzeczy". Najważniejsze jednak, żeby być odpowiedzialnym. Może się zdarzyć jakieś "ciche zejście" i ratownik, który ogląda się za dziewczynami, po prostu tego nie zauważy. A ja byłem szefem stanowiska, więc musiałem się zachowywać.
Siłownia pomaga na plaży?
- Tak, dziewczyny reagują szokująco. Siłownia pomaga bardzo, ale ja nigdy tak naprawdę nie chciałem być kulturystą. Trenowałem dla siebie. Chciałem sam dobrze się czuć i wyglądać. Mój kolega mnie w to wszystko wciągnął. Powiedział, że skoro już tak dobrze się prezentuję, to dlaczego by nie wystartować w jakiś zawodach. I rzeczywiście, wystartowałem. W 2004 roku zająłem 3. miejsce. Przed Akademickimi Mistrzostwami Dolnego Śląska w Kulturystyce w 2005 roku złamałem rękę w czasie wykonywania jednego z ćwiczeń judo - rundy, czyli takiego salta do tyłu. To było straszne, ból był nie do zniesienia, rękę wsadzili mi w gips od łokcia aż do palców. Przez dwa tygodnie chodziłem totalnie załamany. W końcu tydzień przed imprezą wziąłem się w garść, rozłupałem nieznacznie gips - tak tylko, żebym mógł jakkolwiek ćwiczyć. Pojechałem na zawody i. zająłem 2. miejsce. Powiedzieli wtedy, że jestem pierwszym kulturystą na świecie, który stanął na podium z ręką w gipsie (śmiech).
Jak normalnie trenujesz?
- Zazwyczaj trenuję od 3 do 4 godzin dziennie, przed zawodami do 5 godzin. Nigdy nie miałem osobistego trenera, bo sam lubię nadawać tempo. Na początku dużo podglądałem innych na siłowni, na przykład takich "starszych dziadów", bo od nich można się dużo nauczyć. Czasami to ja innych trenuję, bo podchodzą do mnie ludzie i mówią, że świetnie wyglądam, że też tak by chcieli i proszą, bym im w tym pomógł. Ja się zgadzam i pokazuję, o co w tym chodzi.
A jak wygląda Twoja dieta?
- Dzień zawsze zaczynam od płatków z mlekiem. Nic ciężkiego na początek, dopóki się nie rozgrzeje żołądka. Ludzie robią straszny błąd, gdy rano na pusty żołądek piją tylko kawę albo inne energetyzujące napoje z aminokwasami typu Red Bull. To totalnie niszczy nasz organizm. Dlatego wpierw lepiej jest wypić mleko - na osłonę żołądka - i do tego jakiś płatek kukurydziany. Potem można zjeść jakąś jajecznicę, na przykład z sześciu jajek i, uprzedzam, że jestem przeciwnikiem oddzielania białka od żółtka i pozbywania się tego drugiego całkowicie. Żółtko ma dużo więcej białka niż białko. Na obiad jadam zazwyczaj jakąś rybę z ryżem czy ziemniakami, by wraz z białkiem dostarczyć sobie węglowodanów. Mam na tyle szczęścia, że nie tyję - 90 kilogramów przy 185 centymetrach wzrostu. Przed zawodami schodzę do 86 kilogramów.
I jak to się dzieje?
- To kwestia odwodnienia organizmu. Odwodnienie to bardzo ważna dla kulturysty sprawa i trzeba być bardzo ostrożnym, by nie przesadzić w żadną stronę. Odwadnianie zaczyna się już na dwa miesiące przed zawodami, gdy pije się od 3-5 litrów wody dziennie. Na miesiąc przed przechodzi się na 8-10 litrów. Ludzie zawsze się dziwią, jak po takich ilościach płynów nie pękam, ale to się da zrobić. Na dwa tygodnie przed startem schodzi się do 6 litrów wody dziennie i organizm przeżywa pierwszy szok, bo dostarcza mu się mniej płynów. Do tego można też wspomagająco brać tabletki Urosept na pęcherz, żeby jeszcze szybciej wydalać. Na cztery dni przed zawodami piję już tylko 3 litry, na trzy - jedynie 2 litry dziennie, a na dwa dni przed startem przestaje się przyjmować jakiekolwiek płyny. Nie można nawet polizać kostki lodu! Je się tylko rzeczy gotowane na parze, bez soli - taka pierś z kurczaka smakuje totalnie jak trociny! Wydala się resztki wody z organizmu, ale trzeba to kontrolować, aby woda nie poszła z mięśni, tylko z miejsc między skórą a mięśniem. Mięsień na koniec musi ściśle przywierać do skóry.
A masz jakieś swoje triki, by dobrze wyglądać?
- Mam taką swoją tajemnicę, coś, czego nikt nie stosuje. Zupełnie przed samymi zawodami wypijam kieliszek białego wina. Kiedy tak nagle organizm otrzymuje jakiś płyn, po takim czasie zaczyna szybko go przetwarzać. A że jest to alkohol, to wspomaga wydzielanie adrenaliny, która zaczyna krążyć w żyłach. To tak zwane pompowanie mięśni - wtedy wychodzą wszystkie żyły na wierzch, co daje świetny efekt.
A bierzesz jakieś suplementy czy inne wspomagające środki?
- Nie biorę żadnych "supli", żadnych odżywek. Ludzie zawsze się dziwią: "Jak udało ci się wyrzeźbić takie ciało bez żadnego wspomagania?!". Nie chcą mi wierzyć, więc odpowiadam: "Ćwicz sobie regularnie 15 lat, to też takie będziesz miał". Biorę za to witaminy. Bardzo ważna jest dla mnie glutamina - to dla osób starszych na stawy. Ale można ją także używać podczas wysiłku fizycznego. Glutamina zwiększa wydzielanie płynu, który działa jak smar na staw, który dzięki temu po prostu dobrze chodzi. To wszystko, co biorę.
To pewnie nie ma sensu pytać Cię o jakieś sterydy?!
- Absolutnie nie, nigdy nie brałem! Myślę, że to nie tylko szkodzi naszemu organizmowi, ale i wyglądowi. Kiedyś, gdy pracowałem jako ochroniarz, podszedł do mnie jakiś młody chłopak. Powiedział, że widać, iż ćwiczę i czy nie mógłbym polecić mu jakiegoś "koksu" na rozstępy, bo on kiedyś "pakował" z metanabolem, testosteronem i teraz wygląda, jakby ktoś go włożył do maszyny rozciągającej.
Siłownia pomaga w pracy ochroniarza?
- Jak najbardziej, choć może nie tyle siłownia co fakt, że kiedyś trenowałem judo. Jako 15-latek byłem wicemistrzem Polski juniorów, a kluby wolą zatrudniać judoków niż na przykład karateków. Kiedy zdarza się jakaś burda, to ochroniarz-bokser wali w twarz, co potem nieładnie wygląda, kiedy przyjeżdża policja. Ja jako judoka w sytuacji krytycznej po prostu łapię delikwenta od tyłu i duszę, aż ten mdleje. Wtedy elegancko wynoszę go na zewnątrz, a reszta, która gdzieś tam rozrabiała, od razu się uspokaja i dalej idzie się ładnie bawić.
Często zdarza Ci się używać swojej siły?
- Nieczęsto, ale zdarzało się. Generalnie nie pozwalam sobie dmuchać w kaszę, więc jak już ktoś mnie tak zdenerwował, to po prostu "z liścia" mu dawałem, a koleś tracił przytomność na pięć minut. No cóż, chyba mam po prostu dużą rękę. (śmiech).
Joanna Berendt
Fot. M. Radomski
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony laif.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Portalu Laif. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@laif.co.uk.
Tagi: kulturystyka, mistrz Polski w judo, Grzegorz Sokołowski