Przyjeżdżały tu z wielkimi nadziejami zrobienia oszałamiającej kariery. Obiecywano im cuda na patyku i góry ze złota, a zostały z niczym, poza debetem na koncie. - Pamiętam, że to była moja pierwsza wizyta na Oxford Street. Pełno pięknych, modnie ubranych ludzi, którzy w pośpiechu tak gnali, że zadeptaliby mnie, gdyby nie to, że mam te swoje metr osiemdziesiąt. - opowiada Weronika, która w Polsce
Przyjeżdżały tu z wielkimi nadziejami zrobienia oszałamiającej kariery. Obiecywano im cuda na patyku i góry ze złota, a zostały z niczym, poza debetem na koncie.
- Pamiętam, że to była moja pierwsza wizyta na Oxford Street. Pełno pięknych, modnie ubranych ludzi, którzy w pośpiechu tak gnali, że zadeptaliby mnie, gdyby nie to, że mam te swoje metr osiemdziesiąt. - opowiada Weronika, która w Polsce pracowała jako modelka. Do Anglii przyjechała półtora roku temu z nadzieją zrobienia kariery na wybiegach i chodzenia na co dzień w ubraniach od projektantów.
Inwestycja w siebie
Tamtego popołudnia podeszła do niej kobieta z niewielkim aparatem fotograficznym. - Najpierw byłam w szoku, że w ogóle w tym tłumie ktoś zauważył jeszcze kogoś poza sobą. Potem zaskoczyło mnie jej pytanie, czy nie pracowałam już kiedyś jako modelka. Okazało się, że ona sama - Kerry, była łowcą głów dla agencji modelek. Zgodziłam się, by zrobiła mi zdjęcie, dałam jej swój numer telefonu. Powiedziała, że wkrótce zadzwonią - mówi Weronika. Rzeczywiście, po niedługim czasie ktoś się odezwał z tej agencji. Powiedzieli, że dziewczyna przeszła kolejny etap i zaprosili ją na sesję fotograficzną. Profesjonalni fotografowie, makijażyści, styliści. Pomyślała, że złapała Pana Boga za nogi. Jej pierwsza wizyta na najbardziej komercyjnej ulicy Londynu i proszę, jakie efekty! Weronika zgodziła się z miejsca. Zgodziła się nawet zapłacić depozyt 50 funtów. Nie wiedziała do końca na co, bo przez telefon tak niewyraźnie mówili. Zrozumiała jednak tyle, że czeka ją wielka kariera. Po sesji będzie miała tak udane zdjęcia, że pewnie za niedługi czas sama Kate Moss będzie brała nogi za pas na jej widok. Przyszła na sesję o umówionej godzinie. Fotograf spóźnił się 30 minut, ale zrobiono jej makijaż, traktowano jak gwiazdę, a w międzyczasie poproszono o podpisanie jakichś dokumentów. "Mam nadzieję, że to nie kontrakt na wyłączność, chciałabym kiedyś popracować może dla Elite." - myślała wtedy Weronika. Sesja poszła świetnie, doświadczenie zdobyte w Polsce nie poszło na marne. Zdjęcia wyszły pięknie. Nogi do szyi, powłóczyste spojrzenie i talia osy. Wtedy jednak okazało się, że za fotki musi zapłacić blisko 200 funtów - tak stanowiła umowa, którą bezwiednie podpisała. "To inwestycja w moją lepszą przyszłość" - pomyślała Weronika i zapłaciła żądaną kwotę. Wtedy sądziła, że owa agencja zacznie rozsyłać zdjęcia z sesji do projektantów, reklamodawców. Spodziewała się niebanalnych ofert, takich jak obiecywała Kerry. Nic jednak się nie stało, nikt się do niej nie odezwał. Ona sama próbowała dzwonić, wysyłała maile, raz się nawet wybrała do studia, gdzie miała miejsce sesja, ale zastała tam tylko zamknięte na cztery spusty drzwi.
1 z 90
Kasia z kolei sama zgłosiła się do agencji. Wysoka, szczupła, blondynka, o typowych delikatnych słowiańskich rysach twarzy. Trafiła do agencji Model Divinity. Bardzo przekonująca przedstawicielka agencji powiedziała jej, że miałaby spore szanse w konkursie, który akurat organizowali. Postanowiła spróbować swoich sił. Na początek, co prawda musiała zrobić sobie portfolio, które kosztowało 500 funtów - ale wiadomo, to inwestycja i na przyszłość już nie będzie musiała robić sobie nowego. Aby wziąć udział w samym konkursie, musiała także kupić przez agencję suknię od projektanta, co kosztowało kolejne pół tysiąca. Przekonywano ją jednak, że to inwestycja. Gdy dowiedziała się, że w konkursie bierze udział 90 kandydatek i że wielu z nich daleko było do standardów prezentowanych przez Lily Cole czy Gisele Bundchen oraz że wygrywa tylko jedna modelka, zaczęła wątpić w sens całej akcji. Jeden z organizatorów powiedział jej wręcz, że jej nazwisko i tak było zbyt trudne do wymówienia. choć pieniądze łatwe do brania. - Niektóre dziewczyny zainwestowały nawet około 3 tys. funtów, aby wygrać, bo w pewnym momencie zaczęło się przekupstwo. - opowiada Kasia. Konkurs miał miejsce w Bournemouth, a organizatorzy nawet nie zapewnili zakwaterowania ani przejazdu. Potem się okazało, że żadna z polskich dziewczyn i tak nie miała szans, bo konkurs był obliczony na to, by zedrzeć z nich jak najwięcej za portfolia i suknie, a nie dać nic w zamian. Ponad 80 dziewcząt zostało zupełnie z niczym. Niektóre nawet nie miały jak wrócić do domu. - Agencja przestała się do nas odzywać. Żadnych zleceń, ofert pracy. Od czasu do czasu tylko przesyłają maila, czy nie chciałabym zrobić sobie nowego portfolio za 500 funtów, czy kupić od nich kosmetyki. I to by było na tyle - mówi z goryczą Kasia.
Strzeżcie się zdzierców!
W Wielkiej Brytanii, zwłaszcza w Londynie, jest mnóstwo agencji modelek, które żerują na młodych dziewczynach marzących, by zostać kolejną Kate Moss. Tymczasem złotą zasadą - i to nie tylko na Wyspach, ale wszędzie - jest, że prawdziwym agencjom nigdy nie płaci się za sesje fotograficzne. Niepotrzebne jest także profesjonalne portfolio. Agencja ma zarabiać nie na portfoliach, ale na tym, że dziewczyna, którą promuje, dostaje zlecenia na sesje fotograficzne, reklamy czy udziały w pokazach. To z tego mają iść pieniądze. - W Polsce byłam profesjonalną modelką, widziłam niejedno, więc wiem "co się z czym je". Kiedy mnie zaczepili pierwszy raz na ulicy, zrobili zdjęcie i poprosili o numer telefonu, zgodziłam się - opowiada z kolei Ula, która miała podobną przygodę jak Weronika na Oxford Street. - Gdy jednak do mnie zadzwonili i zaproponowali sesję zdjęciową, za którą musiałabym zapłacić, grzecznie podziękowałam. Sesja powinna być ich inwestycją we mnie, skoro później będę dla nich pracować, a oni oczywiście szczęśliwie pobierać prowizję od każdego pokazu u Chalayana - konkluduje rezolutnie Ula. Weronika z kolei, nieco bardziej naiwna na początku, została z kilkoma swoimi zdjęciami, uboższa o blisko 250 funtów i kompletnie nieufna w stosunku do każdego, kto próbowałby zaczepić ją na ulicy. Teraz pracuje w sklepie odzieżowym i cieszy się, że chociaż tyle ma wspólnego z ubraniami. (JB)
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony laif.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Portalu Laif. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@laif.co.uk.
Tagi: kariera modelki, Kate Moss, oszukane niedoszle modelki, Model Divinity, Gisele Bundchen, Lily Cole, Strzeżcie się zdzierców!