Skoro by już udało się moją Baśkę wypchnąć gdzieś na wieczorny zarobek, to może warto pomyśleć o jakimś miłym sposobie spędzania czasu wolnego od obowiązku zajmowania się połowicą? Jakieś miłe towarzystwo. Hmm, hmm, spróbujmy w Biurze Matrymonialnym "Eva":
"Profesjonalna obsługa, dobór ofert zgodny z życzeniami Klienta, pełna dyskrecja. Prowadzimy również usługi matrymonialne dla czworonogów. Skończ z nieśmiałością i samotnością - zadzwoń!". Agencja z Polski, ale zapewne ogłaszają się w dziale dla Londynu nie bez kozery...
- Halo, czy to agencja matrymonialna?
- Tak - odpowiada ciepły głos swatki.
- Ja znalazłem państwa ogłoszenie w dziale ofert dla Londynu... - zawieszam pytająco głos.
- Tak, ponieważ mamy wiele chętnych poznać kogoś z zagranicy i często wymieniają również Anglię - zapewnia kobieta.
- No tylko, że ja jestem Polakiem, który tu mieszka i pracuje... - wnoszę wątpliwość.
- Ależ to nie stanowi żadnego problemu, wręcz przeciwnie. Przynajmniej nie będzie żadnej bariery językowej - przekonuje moja rozmówczyni.
Nie będzie? Ciekawe. No ale niektórzy rozumieją się bez słów. Lub wykorzystują język ciała.
- Bo wspominają państwo w ogłoszeniu, że mają też w ofercie czworonogi - napomykam.
- Ach tak, mamy taką żartobliwą ofertę - śmieje się kobieta.
- Dlaczego żartobliwą? - obruszam się.
- No, bo samotne panie i panowie mają często pieski lub suczki i my oferujemy również ich kojarzenie - tłumaczy z przebijającym przez jej głos uśmiechem.
- No, bo ja bym z tej opcji właśnie chciał skorzystać - oświadczam.
- To znaczy ma pan pieska albo suczkę i chciałby ją pan skojarzyć, tak? - dopytuje nieco zbita z tropu kobieta.
- Nie, nie mam - odpowiadam wprost.
Zapada chwila kłopotliwego milczenia.
- No nie mam, chciałbym aby mnie pani z jakąś suczką skojarzyła - wyjaśniam.
Kolejna chwila milczenia.
- Przyznam szczerze, że nie rozumiem. Albo może udam, że nie rozumiem - głos po drugiej stronie słuchawki zaczyna zdradzać oznaki zdenerwowania.
- Ale co tu jest do rozumienia albo nierozumienia? - przyznam szczerze, że naprawdę zdumiała mnie ta reakcja.
- Albo ma pan za dużo wolnego czasu albo jakieś chore poczucie humoru - zaczyna mi wymyślać interlokutorka. -Ta rozmowa robi się niesmaczna - dorzuca.
- Czyli nie mogę za państwa pośrednictwem zapoznać żadnej suni? - wpadam w szok z powodu agresji, która mnie spotkała. I to w moim ojczystym kraju. Mnie, Polonusa i Emigranta.
- Kojarzymy panie z panami i suczki z suczkami - stanowczo oświadcza kobieta.
- I żadne inne konstelacje nie wchodzą w grę?
- Nie! Chyba wam się w głowach w tym Londynie poprzewracało!- rozmowę kończy agresywnym szczeknięciem i trzaskiem odkładanej gwałtownie słuchawki.
To ja, Polonus, przyjaciel zwierząt, chcę przygarnąć biedne małe, nieszczęśliwe stworzonko, żeby mi dotrzymywało towarzystwa w samotne wieczory, gdy Baśka idzie na nockę, a tu takie przyjęcie?! Chyba że ta baba... Zaraz, zaraz! Co ona właściwie miała na myśli? A to zboczona prukwa! I to niby my tu w Londynie tacy wykolejeni...
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony laif.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Portalu Laif. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@laif.co.uk.
Tagi: seks, biuro matrymonialne, kojarzenie par, prowokacja