Brytyjska landlady została skazana na grzywnę 10 tysięcy funtów za nielegalne wynajmowanie mieszkania Polakom w urągających warunkach.
To jeden z pierwszych takich przypadków. Brytyjka poniosła konsekwencje swojej nieodpowiedzialności w umieszczaniu lokatorów w warunkach, które nie tylko są szalenie niekomfortowe, ale i mogą zagrażać ludzkiemu zdrowiu i życiu. Amanda De Gonville Morrison (42 l.) z Gloucester obraca 70 nieruchmościami o wartości 10 milionów funtów. Mimo to nie miała skrupułów by dziesiątce swoich lokatorów - w większości Polaków - wynająć trzypokojowe mieszkanie z dostępem do jednej małej kuchni i łazienki. Mieszkali po 3-4 osoby w jednym pomieszczeniu. Oprócz tego landlordce zarzucono złe okablowanie budynku i brak wyjścia awaryjnego. Nie udało jej się tego ukryć i została ukarana. Ale ile takich osób jak De Gonville Morrison chodzi na wolności?
Porno i spanie pod krzesłem
- Nigdy nie zapomnę, jak przyjechałam na Wyspy pierwszy raz - opowiada
Mieszkanie też wyglądało ładnie - trzy ogromne podwójne sypialnie i jedna malutka jedynka. Dziewczyny miały zamieszkać we dwójce. Kiedy jednak przyszło co do czego, kazano im zająć niewielką jedynkę. - Na pojedynczym łóżku zmieniałyśmy się co dwie noce. Oprócz niego były tam tylko biurko i krzesło. Jeżeli spało się na podłodze, to albo pod jednym, albo pod drugim. Nie było miejsca nawet na nasze torby, które wylądowały gdzieś w koncie - wzdycha
Robale i gryzonie
- Moim najgorszym mieszkaniowym doświadczeniem było mieszkanie w pewnej dziurze na Hackney - opowiada Karolina (28 l.), w Wielkiej Brytanii od pięciu lat. - Z chłopakiem zajmowałam jeden pokój, a dwa pozostałe Egipcjanin i Francuz. Problemy były trzy. Po pierwsze myszy... Było ich mnóstwo w całym domu. Zdarzało się, że po przebudzeniu znajdowałam ich odchody w swoim łóżku. Nie mam żadnych fobii na punkcie gryzoni, ale myśl o tym, że te paskudztwa wchodziły mi w nocy do łóżka, była obrzydliwa! - wzdraga się. Kolejnym problemem były karaluchy, które również wszędzie właziły - i do jedzenia, i do napojów, i do szafy. W akcie desperacji Karolina próbowała zastawiać pułapki na myszy i truciznę na karaluchy. - Bezskutecznie - wzdycha. Trzecim problemem były tzw. bed bugs, czyli insekty, które żyją w łóżkach i wychodzą tylko w nocy o określonej godzinie, kiedy ludzkie ciało wydziela specyficzny zapach. Żywią się krwią człowieka i są bardzo małe, więc jedynym śladem po nich są czerwone kropki na ciele. - Najgorsze było to, że te bed bugs gryzły tylko mnie. Mój chłopak ich zupełnie nie interesował... Mówiliśmy o tym naszemu landlordowi, ale on totalnie nie potrafił zrozumieć, w czym leży problem. - Przecież Londyn jest pełen paskudztwa i w każdym mieszkaniu jest coś nie tak! - śmiał mi się prosto w twarz. - Nie wiedzieliśmy wtedy, gdzie się z tym zgłosić - wzrusza ramionami dziewczyna. Dziś już wie, że mieli wtedy pełne prawo egzekwować od landlorda, by wezwał i zapłacił specjalnym ekipom, które pozbyłyby się i myszy, i karaluchów, i bed bugs. Już więcej nie pozwoli sobie mieszkać w takich warunkach.
Joanna Berendt
j.berendt@laif.co.uk
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony laif.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Portalu Laif. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@laif.co.uk.
Tagi: landlady, wynajem mieszkania, Amanda De Gonville Morrison