Najbardziej kontrowersyjny polski raper już 22 lutego zagra dla Polaków w Londynie. Tede opowiada "Laifowi" o "dissowaniu" innych muzyków (diss - z ang. dissrespect, czyli słowny atak wymierzony w konkretną postać), najlepszym hip-hopie i dubbingowaniu żółwia Michelangelo.
Najbardziej kontrowersyjny polski raper już 22 lutego zagra dla Polaków w Londynie. Tede opowiada "Laifowi" o "dissowaniu" innych muzyków (diss - z ang. dissrespect, czyli słowny atak wymierzony w konkretną postać), najlepszym hip-hopie i dubbingowaniu żółwia Michelangelo.
Dopiero co umieściłeś swój czwarty "nielegal" w Internecie z kolejnym "dissem" na Onara pt.: "Olej Onara". Dostałeś już na niego odpowiedź?
- Nie, nie dostałem i żadnej odpowiedzi nie oczekuję, bo to nawet nie był "diss". Po prostu wyłożyłem w kawałku, że kolesia należy olać. Nawet jak coś odpowie, to mnie to nie obchodzi. Ja powiedziałem swoje i to znaczy, że to on pierwszy skierował na mnie atak. Miało to być zabiegiem odwracającym uwagę od tego, że płyta Onara była beznadziejna. Taka mało wyrafinowana akcja, aby wypromować płytę. Jeżeli kolega postanowi polemizować, to w porządku, ale ja nie mam czasu na głupoty.
Czyli uważasz, że Onar nie "dissował" Cię z pobudek osobistych, a po prostu chciał sprzedać swoją muzykę?
- No, raczej. A z czego innego on jest znany, jak nie z całej tej sytuacji? Gdyby nie ja, nikt by o kolesiu nie słyszał. To ja tu jestem na pozycji wygranej, ja już swoje osiągnąłem i on może sobie próbować. Poza tym ja mam jeszcze kilka asów w rękawie.
A jak to wszystko się zaczęło? Zdaje się, że sprawa ciągnie się od października zeszłego roku?
- A nie pamiętam nawet, szczęśliwi czasu nie mierzą (śmiech). To jest typowo polska sytuacja, że ktoś na kogoś rzuca "blefy". Ale on jest na pozycji przegranej, bidulek.
Jesteś jednym z najbardziej kontrowersyjnych raperów w kraju, a ponadto skłóconym praktycznie z całym warszawskim podziemiem? Skąd to się wzięło?
- No, tak się dzieje siłą rzeczy. Musi być ta jedna osoba, którą utożsamia się z całym złem. Odzwierciedla to na swój sposób rzeczywistość. Taka jest specyfika warszawskiego podziemia, taka jest specyfika polskiej mentalności i generalnie mnie to nie dziwi.
Ma to coś wspólnego z tym, że Ty prezentujesz nurt zamerykanizowanego hip-hopu, podczas gdy reszta należy do nurtu ulicznego?
- Żartujesz, to jest jakaś bzdura. Ja po prostu czerpię z najlepszych wzorców. Nie ma czegoś takiego jak hip-hop europejski, bo hip-hop oryginalny pochodzi właśnie ze Stanów. To nie jest kwestia tego, że prezentuję nurt zamerykanizowany, czy że czerpię ze Stanów, ale po prostu tego, że korzystam ze wszystkiego, co w rapie jest najlepsze.
No to skąd wziął się DJ Buhh, pod którego pseudonimem wydałeś właśnie czwartego "nielegala"?
- No. jak byłem w Stanach. (śmiech). Gdy wracałem właśnie ze Stanów to widziałem piratów sprzedających płyty i to było niesamowite, bo w Polsce nikt jeszcze czegoś takiego nie zrobił. Poza tym to był okres, w którym właśnie skończyłem nagrywać materiał do płyty "Hajs, hajs, hajs", z którego sporo mi jeszcze zostało po tym, gdy zamknęliśmy pracę nad albumem. Nie chcieliśmy, by ten materiał się zmarnował. Stąd pomysł, aby go wydać pod innym imieniem jako "nielegala". Tak powstał pierwszy "Hałas" i DJ Buhh, który się pod nim podpisał.
Jak Ty to robisz, że jesteś w stanie produkować tak ogromne ilości materiału?
- Nie mam tak, jak inni artyści, którzy przez dwa lata nagrywają jeden kawałek. Najpierw go rzeźbią, potem skrobią i skrobią, i jeszcze skrobią dwadzieścia tysięcy razy, a na koniec i tak gówno z tego wychodzi. Ja uważam, że im więcej się robi, tym bardziej rozwija się swoją kreatywność. Ja robię to sprawnie, szybko i żegnam.
No tak, ale Ty robisz jeszcze masę innych rzeczy! Prowadzisz swój program, występujesz w filmach i projektujesz własne "tedefony"!
- To jest kwestia organizacji. Po prostu, kiedy nagrywam kawałki, to nie gram w filmach czy nie występuję w programach telewizyjnych, a kiedy gram w filmie, to nie nagrywam. Tak się to jakoś wszystko ładnie układa.
A jak podkładało się głos Michelangelo do "Wojowniczych Żółwi Ninja"?
- Bardzo fajne przeżycie. Bardzo profesjonalna atmosfera, pełno aktorów wokół, reżyser i tak dalej. Wszystko w sumie trwało dwie godziny i dobrze, że to był Michelangelo. Ja, co prawda, nigdy nie przepadałem za żółwiami Ninja, ale chłopaki mi powiedzieli, że ten był najfajniejszy!
A jakie masz plany na ten rok? Zamierzasz nagrać coś z artystami spoza światka hiphopowego?
- Tak, na razie wszystko pozostaje jeszcze w sferze planów, ale już trwają rozmowy z niektórymi artystami. Będą to na pewno znane nazwiska, ale jeszcze nic nie mogę zdradzić. Album powinien ukazać się przed wakacjami.
A czego można się spodziewać po Twoim londyńskim koncercie? Planujesz jakieś niespodzianki?
- Na pewno nikt się nie zawiedzie. Na koncertach zawsze się sprawdzamy. Będzie jak zwykle świetna zabawa. Zachęcam wszystkich do przyjścia!
Joanna Berendt
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony laif.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Portalu Laif. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@laif.co.uk.
Tagi: kontrowersyjny polski raper TeDe