Wybory, wybory, no i po wyborach. A po wyborach, jak to po wyborach - jedni się cieszą, inni rwą włos z głowy, jeszcze inni w ogóle nie wiedzą, o co chodzi i że w ogóle były jakieś wybory. W każdym razie mamy nowego burmistrza Londynu - Borisa Johnsona.
Dla przypomnienia - kandydata partii konserwatywnej, byłego dziennikarza, który wyleciał z gazety za zmyślanie wypowiedzi swojego własnego wujka (i to w "The Times"), do chwili obecnej telewizyjnego showmana. Ci, co Borisa kochają, są teraz szczęśliwi, nimi więc zajmować się nie trzeba. Skupmy się więc na zawiedzionych. Tych trzeba pocieszyć. Najlepiej zrobi to chyba mój przygodny znajomy, który zaskoczył mnie w pubie na Harlesden następującym komentarzem do wyświetlanych właśnie na ekranie telewizora wyników:
"Jestem Murzynem i jestem gejem. To trochę tak, jakbym był w Polsce żydem, masonem i komunistą. I pedałem. No i cyklistą. Po prostu zakała narodu. Teoretycznie stanowiłem żelazny elektorat czerwonego Kena. Ale głosowałem na Borisa. Dlaczego? A tak dla odmiany. Jak ktoś za długo siedzi na stołku, to mu sodówa do głowy uderza, czego Ken jest najlepszym przykładem. Czy będzie gorszy dla gejów? A co zrobił dla nich Ken? Boris też chętnie wyskoczy na scenę w G-A-Y Astoria, żeby dać buzi jakiejś drag-queen. Jest przecież zawodowym komediantem. Zobaczysz, teraz będzie większy fan!".
Na Londynie świat jednak się nie kończy, wybory do samorządów odbyły się w całej Anglii, a nawet Walii. Wszędzie Partia Pracy poniosła sromotną klęskę. Może to wróżyć, że w najbliższych wyborach do parlamentu konserwatyści przejmą władzę w całym kraju. Jak zatem nasz czarny gej odnosi się do widma konserwatywnej Wielkiej Brytanii z lat 80. rodem?
"Mam 47 lat. Chociaż oczywiście wszystkim mówię, że mam 37. Za Margaret Thatcher to były najlepsze lata mojego życia. Nigdy lepiej się nie bawiłem niż kiedy rave był nielegalny i uciekaliśmy przed policją. Underground is the best. Wolę party w piwnicy niż kiczowatą Gay Pride paraliżującą całe miasto. Poza tym konserwatyści nie są tacy źli. Właściwie to ich właśnie nie obchodzi zupełnie, co robisz w swoim prywatnym życiu. Z Partią Pracy to jest tak, że jak masz dziesięć funtów, to oni ci każą, żebyś przeznaczył pięć na pastę do zębów, mydło i proszek do prania, następne dwa dać na biednych, za kolejne dwa kupić kwiatki dla mamy, a za to, co ci zostanie, możesz sobie kupić ciastko. Konserwatyści mówią: masz dziesięć funtów, wydaj na co chcesz. Możesz kupić tyle ciastek, na ile ci wystarczy, a jak cię rozboli brzuch, to twój problem".
Tak więc kochany Czytelniku: umarł król, niech żyje król!
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony laif.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Portalu Laif. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@laif.co.uk.
Tagi: Boris Johnson, , burmistrz, Londyn