Obiecują ci szczupłą sylwetkę bez odmawiania sobie choćby jednego pączka. Boskie ciało bez kiwnięcia małym palcem. Fortunę, sukces zawodowy, pozytywne nastawienie i inne cuda na patyku.
Rwą sobie włosy, by doznać ulgi>>
Wszystko, co musimy zrobić, to posprzątać swój umysł – mówią jedne. Inne radzą, byśmy posprzątali jednak raczej swój pokój – powinniśmy wyrzucić z niego wszystko, co w nim mamy (no może poza łóżkiem i szafą – ale po co nam szafa, skoro właśnie pozbyliśmy się wszystkich ubrań?), aby uwolnić się od niepotrzebnych śmieci i zrobić miejsce na pozytywne rzeczy.
Inne każą nam czerpać siłę z kosmosu – wszystko, co musimy zrobić, to tylko „zamówić” to, czego chcemy, niejako z kosmicznego supermarketu, i to zostanie nam dostarczone przesyłką ekspresową. Inne każą nam stawać przed lustrem i powtarzać, że oto widzimy przed sobą „dzikiego tygrysa” czy innego „wszechmocnego żarłacza błękitnego”. Inne proponują nam odblokowywać zatkane kanały energetyczne, by pozwolić naszej energii przepływać swobodnie.
Zdecydowana większość poradników tego rodzaju czerpie z różnych religii świata – hinduizmu, buddyzmu czy chrześcijaństwa. W wątki religijne wplątane są również elementy filozofii – jak na przykład z ruchu kulturowego New Age czy ze stoicyzmu, który uważany jest za pierwszy ruch, jakiego celem było niesienie pomocy samemu sobie.
Poradzi, jak się radzić
Na półkach księgarni możemy dziś znaleźć tysiące tytułów służących do samopomocy. Ba! Niedawno stawkę uzupełniły tytuły, w których pojawiły się rady odnośnie tego, jak korzystać z "prawd" zawartych w poradnikach samopomocy! Możemy sobie zadać dwa pytania, jak się nad tym zastanowimy. Po pierwsze: jeżeli te książki pomagają, to dlaczego za jedną pozycją idzie następna?
Dlaczego nie wystarczy przeczytać jednej książki, by rozwiązać swoje problemy raz na zawsze? Ale jeżeli książki te nie działają, to czemu ludzie ciągle je kupują? Jakim cudem rynek książek służących do samopomocy wycenia się już na 11 miliardów dolarów? - Nie można uogólniać. Można jednak założyć, że ludzie chcą wierzyć w proste rozwiązania. Chcą mieć nadzieję, a te książki dają im tę nadzieję – mówi psycholog, Małgorzata Paliszewska.
- Ciężko powiedzieć bez kompleksowych badań, czy te książki działają, czy nie. Zresztą, to wszystko nie jest takie proste. Bardzo dużo zależy od człowieka i jego nastawienia. Jednym te poradniki nic nie pomogą, drudzy przeczytają je i staną się one dla nich pierwszym krokiem do zmiany. Ludzie ciągle mają opory przed chodzeniem do specjalisty. Taka książka może stać się bodźcem do podjęcia decyzji o wizycie.
Poszukiwanie drogi na skróty
Ludzie potrzebują wskazówek i chcą wierzyć, że są proste rozwiązania ich problemów. Chcą wierzyć, że przeczytanie 50-stronicowej książeczki zmieni ich życie o 180 stopni. Nawet jeżeli pierwszych 20 poradników nie pomogło, to zawsze jest przecież nadzieja, że ten kolejny to będzie TO. I to jest jedna rzecz, która łączy wszystkie poradniki – niezależnie od tego, czy dawane w nich rady są złe, czy dobre, niezależnie od tego, czy doradzają, jak schudnąć 20 kilogramów w tydzień, czy jak zarobić milion w miesiąc – niezależnie od wszystkiego, każdy poradnik daje nadzieję.
I trudno nie mieć nadziei, kiedy czyta się streszczenia tych książek na tylnej stronie okładki. „Nie ma dla ciebie żadnych ograniczeń – możesz do siebie przyciągnąć tyle dobrego, ile tylko zechcesz. Ćwicząc codziennie … (tu wstawić odpowiednie ćwiczenie), twoja magnetyczna moc przyciągania fortuny wzrośnie i uczyni twoje życie lepszym niż mogłeś marzyć w najśmielszych snach” („Sekret” Rhondy Byrne). Kto by na to nie poszedł?
I kto tu się bogaci?
I na ludziach, którzy potrzebują tej nadziei, właśnie robi się pieniądze. Allen Carr za swoją książkę „Prosta metoda jak rzucić palenie” zarobił grube miliony – poradnik sprzedał się w dziesiątkach milionów egzemplarzy. Można powiedzieć, że wskazówki zawarte w tej pozycji rzeczywiście okazały się skuteczne… Tylko dlaczego niedługo potem Carr, chcąc powtórzyć sukces, wydał książkę o tytule brzmiącym niepokojąco znajomo: „Prosta metoda jak rzucić palenie raz na zawsze”.
Zupełnie jakby bezczelnie przyznawał, że jego poprzedni poradnik radził, jak rzucić palenie tylko na chwilę. Aż wydaje się, że rację miał Christopher Buckley, który w swojej książce “God is my broker” (1998) napisał, że „jedynymi osobami, które zarabiają na poradnikach, są te, które je piszą”. Z kolei Paul Pearsall wydał “Ostatnią książkę do samopomocy, której będziesz potrzebował”. I w niej dosyć niekonwencjonalnie oznajmił, że żadne poradniki nie działają i nie warto ich kupować.
- Nie można upraszczać, że one wcale nie działają – oponuje Małgorzata Paliszewska. - Nie mówię, że nie ma prostych rozwiązań – tylko że ja przez nie rozumiem kilkumiesięczną terapię. Nie wierzę natomiast w proste jednorazowe rozwiązania, jakie oferują poradniki. Mogą one być zaledwie pierwszym krokiem do zmiany. Bo, niestety, wszystkie zmiany zachodzą powoli – dodaje psycholog.
Joanna Berendt
j.berendt@laif.co.uk
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony laif.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Portalu Laif. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@laif.co.uk.
Tagi: poradniki do samopomocy, self-help books, samopomoc, rady, Allen Carr, Rhonda Byrne, Christopher Buckley