Alkohol, seks i brawura pośród kul, czyli ludzka twarz powstania warszawskiego.
Z okazji 1 sierpnia Tomasz „Whatfor” Zatwarnicki, jeden z najlepszych w Polsce znawców powstania warszawskiego, opowiada, jak to było naprawdę.

Mamy kolejną rocznicę zrywu Warszawy przeciw Hitlerowi. Czy w tamtym szczególnym czasie nawiązywały się przyjaźnie z wojska? Czy powstańcy mogli o sobie mówić: koledzy z wojska?
- Oczywiście! Nic tak nie wiąże jak wspólna walka, wspólne zagrożenie. Ale to było wojskowe koleżeństwo szczególnego rodzaju...
Co to oznacza?
- Ano to, że oni tam, gdy się spotkali o tej mitycznej godzinie „W”, mówili sobie per „pan”, „pani”. Mimo że mieli po 18-20 lat. Trzeba pamiętać, że to były dzieci II RP. A wtedy moralna i etyczna poprzeczka zawieszona była wysoko.
A więc dialog mógł wyglądać tak: - Panie chorąży, proszę mi podać granat, rzucę w szwaba. - Ależ proszę, panie plutonowy. - Dziękuję, panie chorąży. Rzucam. - I co, panie plutonowy, dorzucił pan? - Tak, panie chorąży. Rozerwało skurwieli.
- He, he, he... Ja wiem, że wasz portal jest szwejkowski z istoty i nawet przy takiej okazji musi się znaleźć szczypta humoru. Ale... tak, tak to mogło wyglądać. Poza tym, idąc tym tropem narracji, można powiedzieć, że już wtedy pojawiło się pojęcie „koleżanek z wojska”. Najpierw zatem było pan-pani, ale po kilkunastu dniach ostrzału ci ludzie brali śluby. Podczas 63 dni powstania zawarto ponad 500 ślubów, z czego ponad 300 potwierdzono potem, po wojnie, w urzędach stanu cywilnego.
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony laif.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Portalu Laif. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@laif.co.uk.
Tagi: Proszę pana proszę mi podać granat, powstanie warszawskie, powstańcy, bohaterzy, rocznica