W zakorkowanym Londynie najpewniejszym sposobem na szybkie dostarczenie przesyłki są kurierzy na motocyklach.
- Motorem wszędzie da się wcisnąć. Poza tym nie trzeba za niego płacić congestion charge - mówi Artur Rogalski, od pięciu lat w zawodzie.
Motor nie był jego pasją. Nauczył się na nim jeździć dopiero na Wyspach. Do firmy kurierskiej też trafił raczej przez przypadek.
- Na początku było ciężko. Dopiero później, w miarę jeżdżenia, poznałem miasto - mówi.
Niedawno firma wyposażyła go w GPS. O całe pięć lat za późno.
- Do tej pory użyłem go może raz - uśmiecha się.
Przydaje się natomiast przekazywanie adresów wiadomościami tekstowymi.
- Bo jak angol skrzeczy w radiu, to nic się nie da zrozumieć - tłumaczy.
Tajemnicze paczki
W wielkim pudle umieszczonym z tyłu swojego motocykla od biura do biura wozi głównie dokumenty. Często zlecane jest też dowożenie kluczy, których ktoś zapomniał. Raz zdarzyło mu się wieźć przez pół miasta mleko.
- Nie pytałem po co. Nigdy nie pytam - deklaruje.
Kursy kuriera motorowego nie ograniczają się jedynie do granic miasta.
- Ja najdalej przejechałem się do Kornwalii, ale koledze zdarzył się i kurs do Szkocji - wspomina.
Kurierem jest się na zasadzie samozatrudnienia. Pozwala to na dużą elastyczność czasu pracy.
- To ja decyduję, kiedy mam dzień wolny, a kiedy wakacje - zapewnia.
Dzień zaczyna zgłoszeniem do centrali gdzieś pomiędzy godziną 7 a 10 rano.
- Zawsze z domu, bo często pierwszy kurs dają gdzieś w okolicy - mówi Artur.
Nigdy nie wie, kiedy skończy. To zależy od niego i od lokalizacji ostatniej przesyłki. Za kursy po godzinie 16 obowiązują wyższe stawki.
- Generalnie daje się zarobić pięć - sześć stów tygodniowo. Od tego odchodzi podatek, który sam płacę i koszty paliwa, jakieś osiemdziesiąt funtów tygodniowo - wylicza.
Drogie jest też kurierskie ubezpieczenie na motocykl, bo dla kierowcy bez lat bezwypadkowej jazdy i poniżej 25. roku życia dochodzi do 2,5 tysiąca funtów rocznie. Jest to odzwierciedlenie ryzykowności tej pracy, w której łatwo o wypadek.
- Ja miałem tylko jeden, ale wystarczy. Przez siedem tygodni leżałem w szpitalu - wspomina. Dlatego doradza ostrożną jazdę.
- Kto jedzie szybko, ten później dojeżdża, bo a to wywrotka, a to mandat. Jeden mandat i cała dniówka przepada. Poza tym łatwo stracić prawko i wtedy koniec pracy - ostrzega.
Rynsztunek
Przydaje się też odpowiedni do jazdy motorem strój. Kombinezon z kaskiem i butami może kosztować nawet 600 funtów.
- Ja jeżdżę na targi motocyklowe do Peterborough. Tam da się coś znaleźć za 220 funtów - doradza Artur.
Firmy kurierskie oferują też możliwość kupna stroju za swoim pośrednictwem - z odpowiednim rabatem i możliwości spłaty należności w ratach.
Koniunktura na rynku kurierskim uzależniona jest od pór roku. Najruchliwiej jest przed świętami Bożego Narodzenia. Zarobki dochodzą wtedy do 900 funtów tygodniowo.
- Najsłabiej zarabia się latem. Mało przesyłek, bo wszyscy na wakacjach - informuje Artur.
Od pory roku uzależniony jest też komfort i bezpieczeństwo pracy. W zimie na motorze jest... zimno. A jak spadnie śnieg, jazda robi się wyjątkowo niebezpieczna, bo grozi wywrotką.
- Gdy tej zimy spadł śnieg, połowa zespołu odmówiła wyruszenia w trasę - wspomina Artur.
Zimą szybko zapada zmrok, co utrudnia odnalezienie adresów.
- Na wioskach domy nie mają podświetlonych numerów, a sąsiedzi w ogóle się nie znają, więc nie ma kogo spytać o drogę. Nie to co w Polsce - narzeka Artur.
W skwarze i gradzie
Ciekawie jedzie się też motorem podczas gradu i przy silnym wietrze.
- Raz w nadmorskiej miejscowości myślałem, że nie przejadę przez most, tak mną rzucało. No, ale nic dziwnego. Słyszałem, że raz nawet TIR-a wiatr tam przewrócił - informuje.
Latem w motocyklowym kombinezonie można się ugotować, zwłaszcza przy wolnej jeździe po mieście, kiedy ciała nie chłodzi pęd powietrza. Większość kurierów decyduje się wtedy na jazdę w T-shirtach.
- To wybór kosztem bezpieczeństwa - ostrzega Artur.
Najniewdzięczniejsze są przesyłki z odbiorcą w wielkim szpitalu.
- Weź tu znajdź, na którym łóżku leży adresat - opisuje Artur.
Obawia się też o swoje własne zdrowie.
- Myślę, że kiedyś przyjdzie mi nim zapłacić za tę pracę w takich warunkach pogodowych - obawia się.
Zanim jednak renta, można spróbować pracy w dyspozytorni, dokąd klienci dzwonią z zamówieniami i skąd przekazuje się zlecenia znajdującym się najbliżej kurierom.
- Wszyscy tam pracujący sami kiedyś jeździli z przesyłkami, bo w tej robocie znajomość miasta to podstawa - informuje Artur. Ale przesyłki kurierskie to i tak już nie ten biznes, co jeszcze kilka lat temu. Coraz więcej dokumentów przesyła się Internetem, bo pozwalają na to coraz mniej restrykcyjne procedury.
Jaromir Rutkowski
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony laif.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Portalu Laif. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@laif.co.uk.
Tagi: kurier, praca, przesyłanie paczek