28 czerwca na farmie truskawek w Marden w ciągu jednej nocy powiesiło się dwóch Polaków. Pojechaliśmy tam, aby poznać kulisy tych tragicznych wydarzeń.
Pytanie, jakie chodzić musiało nam po głowie kiedy odwiedzaliśmy Marden, brzmiało: jak to możliwe, że dwóch ludzi wiesza się tej samej nocy w odstępie zaledwie kilku godzin? Czy wersja podawana przez zatrudniającą Polaków firmę S&A Produce, że był to "nadzwyczajny zbieg okoliczności" jest w ogóle realna? Jan Naerebout, dyrektor ds. socjalnych firmy, zapewniał nas, że obaj samobójcy się nie znali, a drugi nie mógł nic wiedzieć o śmierci pierwszego. Powitał nas przy wejściu i zaprowadził do małej salki.
Naerebout wyjaśnił, że jego firma jest największym dostawcą truskawek w Wielkiej Brytanii, a w Marden zatrudnionych jest obecnie ok. 2 tys. pracowników (w tym 486 Polaków). Jeszcze rok temu nasi rodacy byli tu w większości, jednak obecnie wyprzedzili ich Bułgarzy. Tak jak należało się spodziewać, przedstawiciele firmy utrzymywali, że oba samobójstwa spowodowane były problemami osobistymi i nie miały nic wspólnego z panującymi tu warunkami. Na dowód oprowadzono nas po farmie, zarazem pilnie śledząc każdy nasz krok. Pokazano nam salę telewizyjną, dyskotekę, kawiarenkę internetową, barek, bilard, mały salon gier, a także całkiem przyjemny basen. Aż dziwne, że nikt się w nim nie kąpał... Dopiero potem dowiedzieliśmy się, że za basen trzeba dodatkowo płacić, bilard okupują Bułgarzy, a do kawiarenki internetowej trudno jest się dopchać. Dyrektor przyznał, że za rozrywki pobierana jest opłata w wysokości niespełna 3 funtów tygodniowo. Płaci się też za domek: 25 - 30 funtów, zależnie od tego jak się trafi. A trafić można różnie. Bywa, że mieszka się "jak na koloniach", w ciasnym pokoiku, gdzie mieszczą się dwa piętrowe łóżka - i nic więcej. Nasz podziw wzbudziły plantacje. Pokazano nam truskawki rosnące pod elegancką plandeką na specjalnie podwyższonych grządkach. Aby je zrywać, nie trzeba się nawet schylać. Bajka, a nie praca! Deszcz ani słońce niestraszne. Tyle tylko, że takie pola są tu w mniejszości, zaś truskawki zbiera się najczęściej "metodą tradycyjną", gdzie od schylania boleć musi kręgosłup.
Rekonstrukcja wydarzeń
Zwiedzając uroczą farmę można nieomal zapomnieć o dopiero co mających tu miejsce nieszczęściach. Co właściwie wydarzyło się w Marden? Czy zadziałało tu "prawo serii"? Przypadek? A może doskonale znane w psychologii zjawisko, kiedy jedno zdarzenie pociąga za sobą drugie...? Pierwszy powiesił się Wiesław Przewoźnik (l. 37). Pracownicy farmy opowiadają, że po suto zakrapianym alkoholem wieczorze, dowiedział się od swojej partnerki (z którą miał pozostawione w kraju dziecko), iż ona wychodzi niebawem za mąż za innego. To wystarczyło. Kobieta znalazła go o 4 rano powieszonego w szafie na pasku. Drugi z Polaków - Piotr Sokołowski (l. 48) także rozstał się na farmie ze swoją konkubiną. On również dużo pił, choć niektórzy twierdzą, że "nie więcej niż inni". Podobno miał w Polsce długi, a nawet "komornika na karku". Ponoć groził, że się powiesi. Nikt nie chciał go jednak słuchać. Rankiem poszedł w ukryte za drzewami miejsce i faktycznie powiesił się na gałęzi. Znaleziono go o 9 rano. Użył do tego sznura, który znaleźć tu można wszędzie, gdyż służy do wiązania folii. Oba miejsca dzieli odległość mniej więcej 700 m. Podobno po drugim samobójstwie przyjechało na farmę 140 policjantów.
- Polacy są najgorzej traktowani i mają najgorsze pola - mówi jedna z zatrudnionych tu kobiet. Tymczasem Naerebout zapewnia, że wszelkie przejawy jakiejkolwiek dyskryminacji są tu natychmiast piętnowane! Menedżerowie nie ukrywają, że praca jest ciężka. Opowiadają, że ludziom werbowanym do pracy, panujące tu warunki przedstawia się jak najdokładniej, aby nie byli potem rozczarowani. Wielu jest zadowolonych i przyjeżdża tutaj kolejny rok z rzędu. Na pytanie: "jak się pani/panu tu pracuje?" otrzymać można wszelkie możliwe odpowiedzi: "źle", "dobrze", "fatalnie" albo "OK." Najwyraźniej wszystko zależy od tego, jak się trafi. Polacy narzekają, że przez to, iż dostają "gorsze pola" nie są w stanie wyrobić normy (3 i pół kobiałki na godzinę). A gdy nie wyrabiają normy, to dostają mniej pracy np. po 4 godziny dziennie. Wtedy piją. Po piciu są mniej efektywni i zapewne nie pomaga im to w wyrobieniu normy. Błędne koło. Ci, którzy liczyli, że pobyt w Anglii odmieni ich życie i rozwiąże ich problemy finansowe, szybko się orientują, że to mrzonki. - W Polsce zarobiłbym więcej niż tutaj - twierdzi niejeden z nich. Na farmie spotkaliśmy takich, którzy właśnie opuszczali to miejsce, jadąc szukać szczęścia gdzie indziej. Polacy piją na umór. Są sfrustrowani. W Marden zobaczyć można najgorszą "polską biedę", taką Polskę, o której woleliśmy zapomnieć - z przedmieść miast i miasteczek. Bardzo smutny obrazek... Wiadomo, że przyczyny samobójstwa są zwykle bardzo złożone, zaś to, co uważa się za bezpośredni powód jest zazwyczaj jedynie kroplą, która przelewa szalę. Tak naprawdę nie jest to już sprawa policji, która zdobywając przekonanie, że w śmierć nie są wmieszane osoby trzecie, zamyka śledztwo. Problem jednak pozostaje.
Jacek Papis
j.papis@laif.co.uk
© Fortis Media Limited 2004-2009
Użytkownicy strony laif.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Portalu Laif. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@laif.co.uk.
Tagi: marden, farma truskawek, samobójstwo, wielka brytania