Dzięki inwencji Polaków określenie junk-food zyskuje nowy wymiar. W dobie, gdy brytyjski obywatel wyrzuca jedną trzecią pokarmu, który kupuje, Polacy potrafią zdobyć na śmietniku "towar na zamówienie".
W ostatnim czasie brytyjska prasa podniosła lament nad ilością pokarmu, która ląduje niezjedzona w koszach na śmieci. Przeciętne gospodarstwo domowe wyspiarzy pozbywa się w ten sposób aż jednej trzeciej wszystkich nabytych w celach spożywczych produktów - donosi raport WRAP, czyli Waste and Resources Action Programme, rządowej organizacji zajmującej się czuwaniem nad racjonalnym wykorzystywaniem zasobów. Oznacza to, że rocznie na wysypiska trafia prawie 7 milionów ton pożywienia. Wynika z tego, że z każdego funta wydanego na żywność 15 p jest straconych. To aż jedna szósta przeznaczanego na ten cel budżetu. Ale na tym koszty się nie kończą. Wyrzucony pokarm trzeba wywieźć na śmietnisko, co oznacza kolejne wydatki. Tak składowany pokarm rozkłada się i wydziela gazy, które mogą przyczynić się do efektu cieplarnianego.
Dwa w cenie jednego?
- Wszystko to dlatego, że ludzie kupują więcej produktów niż są w stanie zjeść - mówi Jennie Price z organizacji WRAP. - Sytuację pogarszają źle wyregulowane lodówki, w których panuje zbyt wysoka temperatura, oraz niezwracanie przez klientów uwagi na datę przydatności produktów do spożycia - dodaje. Jest to również wina konsumenckich nawyków. Brytyjczyk lubi kupować dużo jedzenia, bo ma ogromny wybór. W dobry humor wprawia go też widok wypełnionej po brzegi lodówki, z której zawsze może wyciągnąć to, na co tylko przyjdzie mu ochota.
Badania opinii wykazały, że jedynie co dziesiąty mieszkaniec Wysp przyznaje się do wyrzucania znacznej ilości pokarmu. Jedyne możliwe wytłumaczenie to to, że po prostu nie zdaje sobie sprawy ze swojego marnotrawstwa. Podstawowym środkiem zaradczym jest więc, według rządu, uświadomienie społeczeństwu, jak wielkie powoduje straty swoją niefrasobliwością.
- Robiąc zakupy zwracajmy więcej uwagi na daty przydatności do spożycia, planowanie z wyprzedzeniem, jaki posiłek chce się przygotować, co jest do niego potrzebne i czy czasem potrzebne produkty nie znajdują się już w domowych zapasach - apeluje Jennie Price. Do producentów organizacja zwróciła się zaś o sprzedawanie artykułów w mniejszych ilościowo opakowaniach.
Konkurenci szczurów
Duża część produktów ląduje również na śmietnikach sklepów. Wynika to z błędów przy balansowaniu zamówień i wysokości sprzedaży. Artykuły trafiają na odpadki w dniu upłynięcia ich daty do spożycia. Przepisy wymuszają na producentach wyznaczanie jej nieco na wyrost, stąd większość żywności jest zdatna do spożycia jeszcze długo po tym, kiedy prawo zabrania już jej eksponowania na sklepowych półkach. Powstała więc dość radykalna ekologiczna moda na ich odzyskiwanie. Co rano słabo strzeżone śmietniki na zapleczach dużych sklepów przeczesywane są przez amatorów darmowego pokarmu. Nie bieda czy skąpstwo ich do tego popycha, ale jak twierdzą - chęć ocalenia środowiska naturalnego i solidarność z tymi wszystkimi, którzy na Ziemi głodują.
W awangardzie tego ruchu zdają się pozostawać niektórzy odwiedzający Wyspy Polacy.
- Odwiedzałem Londyn już kilkakrotnie - mówi Jacek. - To drogie miasto, a ja nie zamierzam wydawać pieniędzy na to, na co nie muszę - deklaruje. Mieszka więc na "skłocie", a żywi się tym, co znajdzie na tyłach sklepów, pubów, barów, czy restauracji.
- Czasem trafiają tam naprawdę świeże i smakowite produkty. Znam piekarnię, gdzie można w ten sposób zdobyć jeszcze ciepłe bułeczki i croisanty. Wyrzucają je tylko dlatego, że trochę źle się wypiekły, za bardzo chrupiące lub zdeformowane - chwali się. Według niego dobrze jest też znać godziny wystawiania śmieci, aby pokarm był świeży i aby ubiec konkurencję ze strony myszy, szczurów i karaluchów.
Gorąca czekolada
Czasem jednak inwencja "ekologów" wyprzedza nawet naturalne marnotrawstwo brytyjskiej gospodarki. Sensacją dnia jest "darmowy towar na zamówienie". Niektórzy nie chcą biernie polegać na tym, co do śmietnika trafi. Wolą sami zainspirować wyrzucenie tego, co zjeść akurat mają ochotę. Krzysztof Gutowski miał okazję zamieszkiwać wraz z sześcioosobową rodziną z Polski, która żywiła się w ten sposób, mimo że jej członkowie pracowali i zarabiali pieniądze.
- Wchodzi się do sklepu tylko po to, by uszkodzić towar na który mamy ochotę - opisuje taktykę swoich współlokatorów. - Wystarczy rozerwać opakowanie, a później czekać, aż obsługa wyrzuci je do śmieci - relacjonuje.
Podobnie można za darmo "zamówić" sobie w restauracji lub pizzerii wybrane danie. Najlepiej przez telefon i z dowozem do domu o nieistniejącym adresie.
- Pożądana pizza z dodatkami za dwie godziny będzie na śmietniku - zapewnia.
Według jego słów przykładowe menu tej rodziny to szynka z uszkodzonego opakowania, przeterminowane jajka, a na deser zdeformowana z upału czekolada, bo działo się to wszystko latem.
- Uznałem, że ci ludzie są niespełna rozumu albo mają skłonności samobójcze. Chyba tylko cudem nikt nie wylądował w szpitalu z ostrym zatruciem, bo ostatnie lato było bardzo gorące - komentuje.
Jaromir Rutkowski
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony laif.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Portalu Laif. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@laif.co.uk.
Tagi: Waste and Resources Action Programme