Dziecko to istota tajemnicza, której tok myślenia jest dla dorosłego często całkowicie nie do pojęcia.
Wszyscy byliśmy kiedyś dziećmi. Mimo tego wielu dorosłych, którzy sami nie mają dzieci, traktuje je tak, jakby były małymi zwierzątkami - pieskami albo kotkami: plączą się pod nogami i nie bardzo wiadomo, o co im właściwie chodzi. Tymczasem dziecko to już mały człowiek, który myśli i ma swoją skomplikowaną psychikę. Ta psychika jest zwykle zresztą znacznie bardziej tajemnicza niż w przypadku dorosłego...
Okiem psychologa
Magda (29 l.) opowiada, że kiedy była mała, to nie potrafiła wypowiedzieć litery "r". Wstydziła się tego bardzo, więc zarówno w rozmowie z rówieśnikami jak i z dorosłymi robiła wszystko, aby słów z literą "r" za wszelką cenę unikać. Kiedy jednak skończyła 6 lat przyszedł czas, że trzeba było iść do szkoły. Dzieci w jej regionie poddawano wtedy kontroli psychologa. Nie inaczej było z Magdą, która na wizytę w gabinecie stawiła się z mamą; z "panem psychologiem" rozmawiała jednak w cztery oczy. - Psycholog pokazywał mi różne obrazki - wspomina - i kazał mówić, co się na nich znajduje. "Krzesło" - mówiłam grzecznie; "drzewo", "samochód". Początkowo szło jej całkiem nieźle. Jednak kiedy psycholog pokazał jej obrazek z rowerem, Magda zawahała się, po czym powiedziała: "Nie wiem." - Bez trudu rozpoznałam lampę albo kapelusz - przypomina sobie - ale już z torebką, kredką albo żarówką nie poszło mi tak łatwo - cały czas mówiłam, że nie wiem. Podobnie było z kolorami: o ile nie miała trudu z zielonym albo niebieskim, to już czarny i czerwony były dla niej kompletną zagadką. Psycholog przyjrzał się dziewczynce uważnie, podrapał się w głowę, a potem powiedział mamie Magdy, że jej dziecko jest lekko opóźnione w rozwoju i jak się nie podciągnie, to będzie musiało chodzić do szkoły specjalnej. - Na szczęście moja mama była normalna i zbytnio się tym nie przejęła - mówi Magda - doskonale zdawała sobie sprawę, że to nieprawda. Zresztą parę lat później obie się z tego śmiały. - Ciekawe jednak ile dzieci zostało skrzywdzonych przez niekompetentnego i niedouczonego psychologa? - zastanawia się po latach.
Mali hodowcy i sportowcy
Radek (33 l.) opowiada, że kiedy był chłopcem znalazł kiedyś w trawie małego wróbelka. Ptaszek najwyraźniej wypadł z gniazda, więc Radek postanowił się nim zaopiekować. - Za oknem na parapecie miałem karmnik, który zrobiłem kiedyś z tatą - opowiada. - Od razu pomyślałem, że nadaje się on idealnie na domek dla małego ptaszka. Radek nasypał wróbelkowi jedzenie, a obok do zakrętki od słoika nalał wody; był bardzo szczęśliwy, że ptaszek je i czuje się dobrze. Zrobił nawet dla ptaszka specjalne łóżeczko z pudełka od zapałek. Jednak ptaszek za nic nie chciał pójść wieczorem do łóżeczka. Wtedy chłopiec wpadł na świetny pomysł: położył ptaszka w pudełku na wznak, przykrył go kołderką z waty, po czym całość owinął taśmą klejącą... Ptaszek mógł teraz spać "po ludzku"... Jakież było zdziwienie chłopca, kiedy na drugi dzień rano jego ukochany wróbelek był zupełnie sztywny. Radek rozpłakał się, bo chciał przecież dla swojego ptaszka jak najlepiej.
Dominik (28 l.) opowiada, że na dziesiąte urodziny dostał od rodziców narty. To był dla niego wymarzony prezent, więc tej nocy spał w łóżku z nartami. Niestety, do sezonu zimowego pozostało jeszcze całkiem sporo czasu, więc Dominik nie mógł się doczekać, kiedy wreszcie będzie mógł na nich pojeździć. Następnego dnia zamiast do szkoły poszedł więc do sklepu spożywczego i za pieniądze z rozbitej świnki kupił 20 kg mąki. Przyniósł całą tę mąkę do domu, rozsypał po pokoju i jeździł po tym własnoręcznie zrobionym śniegu na nartach przez kilka ładnych godzin. Kiedy rodzice wrócili z pracy, nie mogli uwierzyć własnym oczom: mąka była wszędzie! Zaraz potem musieli zrobić remont całego mieszkania. - A ja - wspomina Dominik - chyba po raz pierwszy w życiu dostałem wtedy lanie. Bo drugi raz - dodaje - to kiedy o mało co nie zrobiłem w mieszkaniu pożaru...
Poczuć się jak dziecko
Bicie - to przestarzała i kompletnie już dziś "niemodna" metoda wychowawcza. Dawno minęły czasy, kiedy rodzicom wydawało się, że kary cielesne to jedyny sposób, by nauczyć dziecko posłuszeństwa. Dziś "bycia grzecznym" uczy się w zupełnie inny sposób. Jaki? Jest na ten temat wiele książek i programów telewizyjnych ze słynną "Supernianią" na czele. Ci zaś, którzy w dalszym ciągu stosują wobec dzieci cielesne kary, powinni siebie nazywać zacofanymi tumanami! Superniania uczy, że trzeba zrozumieć osobowość dziecka i spróbować pomyśleć jego kategoriami. Dawno już bowiem prawdziwi psychologowie zauważyli, że nikt nie jest niegrzeczny bez powodu! Dzieciństwo tylko w poetycznym wspomnieniu bywa "sielskie i anielskie". Tak naprawdę to przerażająca epoka w życiu człowieka, kiedy wszystko jest dziwne, niezrozumiałe i wielkie. Mogli się o tym przekonać choćby ci, którzy parę lat temu mieli okazję zobaczyć w Warszawie wystawę "Oczami dziecka". Została ona przygotowana z myślą o dorosłych, zaś znajdowały się na niej różnego rodzaju sprzęty codziennego użytku, tyle tylko, że w znacznie powiększonych proporcjach. Dorośli mogli poczuć na własnej skórze, ile trudu zajmuje wdrapanie się na wielkie krzesło albo zejście po wielkich schodach. Wystawa, która była niezłą zabawą, przy okazji uświadamiała też, jak ciężką pracą jest bycie dzieckiem.
Jacek Papis
j.papis@laif.co.uk
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony laif.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Portalu Laif. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@laif.co.uk.
Tagi: dziecko, macieżyństwo, rodzicielstwo