Tajną historię schyłku PRL i prawdziwą twarz dzisiejszej Polski objawia w ekskluzywnym wywiadzie dla magazynu "Laif" dr Marek Laskiewicz, autor książki "Wałęsa przez płot nie przeskoczył".
Kim Pan właściwie jest?
Jestem ostatnim z Emigracji. Niektórzy nazywają mnie "ostatnim Mohikaninem". Chodzi o tę emigrację przez duże "E", czyli o Polaków, którzy osiedlili się w Wielkiej Brytanii po drugiej wojnie światowej i tworzyli struktury rządu polskiego na wychodźstwie.
Dlaczego nazywa się Pan "ostatnim w Emigracji"?
Ponieważ Emigracja przestała oficjalnie istnieć w momencie likwidacji struktur rządu Polski w Wielkiej Brytanii, która nastąpiła z chwilą przekazania insygniów władzy Lechowi Wałęsie. Ja tymczasem się z tym nie zgadzam. Uważam, że przekazanie insygniów władzy do Polski było nielegalne i niedobre, bo w Polsce w chwili, kiedy to się stało, nadal rządzili komuniści. Dalej zresztą rządzą, czego dowodem jest, że zmusili tylu Polaków do wyemigrowania z ojczyzny. Napisałem na ten temat zresztą dwie książki. Jedną prawniczą, pod tytułem "Nielegalne przekazanie insygniów władzy 1990", która wyjaśnia, dlaczego było ono nielegalne ze względów prawnych, oraz drugą - "Niedobre przekazanie insygniów", która wyjaśnia, dlaczego było ono dla Polski niedobre.
Kto wydaje te książki?
Sam wydaję. Mam taka małą firmę i je drukuję. A co się z nimi potem dzieje, to ja nie wiem. Idą w świat. Wiem na przykład, że na pewno trafiły do Kanady. Może są też gdzieś w Brazylii... Na pewno można je dostać w POSK-u.
Przedstawia się Pan jako doktor. Jakie ma Pan kwalifikacje?
Po uzyskaniu tytułu inżyniera na uniwersytecie Queen Marry w Londynie pracowałem w wielkiej kompanii Unilever, tej, która słynie między innymi z produkcji margaryny. Odszedłem jednak stamtąd, gdy dowiedziałem się, że produkuje ona także saszetki z substancją wchłaniającą wilgoć, które eksportowała w czasie zimnej wojny między innymi do Związku Radzieckiego, gdzie służyły do utrzymywania w suchości bomb i rakiet, którymi terroryzowano Polskę. Nie mogłem pracować w firmie, która przyczyniała się do okupowania Polski.
I co Pan wtedy zrobił?
Chciałem sprawę tego eksportu nagłośnić. Stwierdziłem jednak, że nikt nie będzie słuchał jakiegoś inżyniera. Postanowiłem więc zostać doktorem, żeby mieć autorytet i być słyszalnym, poważanym. Doktoryzowałem się z księgowości na London School of Economics. Pech chciał, że gdy uzyskałem wreszcie tytuł doktora, zimna wojna się już skończyła...
Czemu właśnie księgowość?
Bo chciałem mieć tytuł doktora. Nie miało znaczenia z czego, a zwłaszcza nie chciałem studiować historii, którą najbardziej się interesowałem, bo jest zafałszowana, zarówno tu, w Wielkiej Brytanii, jak i w Polsce i zresztą wszędzie na świecie.
Jaką teorię przedstawia Pan w swojej książce "Wałęsa przez płot nie przeskoczył"?
Przedstawiam w niej prawdę na temat najnowszej historii Polski, której nikt nie chce przyznać. A zgłaszałem się w tej sprawie i do Państwowej Akademii Nauk w Polsce, i do School of Slavonic and East European Studies przy University College London, i do brytyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, i do Francji pisałem, i do Ameryki. Nawet Polski Uniwersytet na Obczyźnie odmówił mi umożliwienia wygłoszenia wykładów na ten temat.
A jaka jest ta prawda?
Prawda jest taka, że Lech Wałęsa przez płot w sierpniu 1980 r. podczas strajku w Stoczni Gdańskiej nie przeskoczył.
Jakie ma Pan na to dowody?
Byłem tam na miejscu i wszystko dokładnie obejrzałem, zbadałem i zmierzyłem. Po pierwsze nie ma tam płotu, tylko jest mur. To, że do tej pory wszyscy mówili o płocie, to też jest podstęp komunistycznych tajnych służb. Bo płot to się wydaje coś mniejszego. Mur brzmi już poważniej, solidniej. Ktoś, kto nigdy nie był menedżerem, a ja byłem, ostatecznie mógłby uwierzyć, że płot można przeskoczyć. Chociaż ktoś, kto był menedżerem, wie, że płotów też się nie buduje takich, żeby je ktoś mógł przeskakiwać, tylko takie, żeby właśnie nikt nie mógł. Ostatecznie jednak po wielu, wielu latach sam Wałęsa przyznaje w swojej książce, że to był mur.
W jaki sposób stwierdził Pan, że Wałęsa nie mógł przeskoczyć tego muru?
Niech pan spróbuje tutaj, w Wielkiej Brytanii, przeskoczyć przez płot czy mur otaczający jakąś fabrykę, a od razu pan się dowie, co to jest służba ochrony. W Stanach Zjednoczonych za taki czyn mogą nawet do człowieka strzelać. Tym bardziej w komunistycznej Polsce nie można było przeskoczyć przez mur. A już zwłaszcza mur otaczający taką ściśle chronioną inwestycję jak Stocznia Gdańska. Ona była oczkiem w głowie komunistów.
No, ale może wtedy akurat nikt nie pilnował?
Skok przez mur to jest akt biofizyczny. Ja tam byłem i zmierzyłem. Światowy rekord skoku wzwyż wynosi 2,43 metra. I to atleta skoczył, młody sportowiec, a nie 37-letni robotnik, który miał wtedy już dzieci, żonę i lubił sobie wypić. A ten mur ma wysokość powyżej 2,5 metra!
Może się jakoś wspiął na niego?
Nie mógł się wspiąć, bo ten mur jest płaski i był otynkowany. Nawet gdyby mu ktoś pomagał, nawet gdyby miał ze sobą taką rozstawianą drabinkę, to zajęłoby mu to zbyt dużo czasu. Ktoś by go zobaczył. A jego nikt nie widział. Właśnie dlatego, że on przez ten mur nie przeskoczył, tylko przypłynął do stoczni łódką od strony zatoki. Nawet jeszcze dzisiaj w folderze turystycznym o Gdańsku próbuje się wszystkich zmylić.
W jaki sposób?
Proszę spojrzeć. Pokazano na zdjęciu fragment muru berlińskiego, który stoi przy Stoczni Gdańskiej jako pomnik, na tle fragmentu muru, przez który miał przeskoczyć Lech Wałęsa. Pokazano w taki sposób, że ten mur Wałęsy wydaje się dużo niższy. A to jest mylące. One są oba tej samej wysokości, tylko, że na tym zdjęciu fragment muru berlińskiego stoi bliżej, a ten stoczniowy dalej i dlatego wydaje się niższy. To po to, żeby się wszystkim wydawało, że Wałęsa jednak mógł przez niego przeskoczyć.
Czemu tak Panu zależy na tym, żeby udowodnić, że Lech Wałęsa nie przeskoczył przez ten mur?
Żeby ostrzec ludzi przed trzecią wojną światową, o czym zresztą napisałem w kilku innych swoich książkach, między innymi w "World War III"...
Pomiędzy kim a kim ma być ta wojna?
Pomiędzy komunistami i Zachodem.
A jaki związek ma z tym to, czy Wałęsa przeskoczył przez mur, czy nie?
Bo jeśli nie przeskoczył, to znaczy, że przywieziono go łódką, że był kolaborantem komunistycznych służb bezpieczeństwa. Jeżeli udowodnię, że Wałęsa był kolaborantem, to stanie się jasne, że cały ten zryw narodowowyzwoleńczy był sterowany przez komunistów. Udowodnię w ten sposób, że komuniści dalej mają kontrolę nad Polską. A jeżeli mają kontrolę nad Polską, która jest już uważana za taką demokratyczną i kapitalistyczną, to co dopiero w Rosji?! Komuniści się tylko przyczaili. Oni mogą w każdej chwili wrócić do władzy i wtedy wybuchnie trzecia wojna światowa.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Jaromir Rutkowski
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony laif.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Portalu Laif. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@laif.co.uk.
Tagi: Marek Laskiewicz, Lech wałęsa, Wałęsa przez płot nie przeskoczył, PRL