Ksiądz zaginął w powietrzu. Wzleciał balonikami do nieba i przepadł. Serio.
Brazylijski ksiądz, 41-letni Adelir de Carli, postanowił pobić rekord, dzięki któremu trafiłby do księgi Guinnessa. Jako sportowiec amator, posiadał zarówno doświadczenie alpinistyczne i płetwonurkowe, jak i lotnicze. Przez ostatnie pięć lat związany był z tak zwanym Duszpasterstwem Drogowym, które zajmuje się opieką nad kierowcami. Chciał bić rekordy między innymi po to, aby zwrócić uwagę na prowadzoną przez siebie kampanię na rzecz stworzenia punktów postojowych dla kierowców ciężarówek.
Balonikarstwo wyczynowe
Za pierwszym razem mu się udało. 13 stycznia tego roku odbył lot przy użyciu 500 balonów napełnianych helem i wzniósł się na rekordową osiągniętą w ten sposób wysokość 5.337 metrów. Po 4 godzinach i 15 minutach udało mu się bezpiecznie wylądować w odległości 110 km od punktu startu (brazylijskiego Ampere) - w miejscowości San Antonio w Argentynie. Dzięki swojemu wyczynowi stał się w Brazylii znany. Postanowił więc spróbować czegoś więcej. Ksiądz De Carli postanowił pobić rekord czasu przebywania w powietrzu, który wynosi 19 godzin. Zakładał, że wiatry uniosą go nad lądem - nad stanem Paraná. Zaplanował lot na 20 kwietnia tego roku. Wybrał tę datę, gdyż właśnie wtedy była pełnia księżyca, a jak twierdził, to wspaniałe kontemplować z powietrza księżyc w pełni. Odprawił jeszcze mszę w swojej parafii, po czym o godzinie 13 gotowy był do startu. Swój lot, który trwać miał w założeniu ok. 20 godzin, rozpoczął w położonej na południu Brazylii Paranagui. Świadkowie twierdzą, że uparł się, by polecieć pomimo złej pogody. - Nie boję się latać, gdy pada deszcz, gdyż wzniosę się ponad chmury, po 10 minutach będę już ponad nimi i będę miał dobrą pogodę - zapowiadał pilot. Przywiązany do około 1000 różnokolorowych baloników - takich, jakie można spotkać na ulicznych zabawach - wzleciał w powietrze i odfrunął.
Ostatni lot
Baloniki przyczepione były do kosza, w którym siedział w kasku ubrany w profesjonalny, chroniący przed zimnem strój. Posiadał też na wszelki wypadek awaryjny spadochron. Po raz ostatni skontaktował się ze strażą przybrzeżną o godzinie 21. Przelatywał wówczas nad morzem, w odległości około 15 km od brazylijskich Wysp Tamboretes. Podczas tego ostatniego połączenia skarżył się na kłopoty ze sprzętem. Najwyraźniej plany pokrzyżowała mu zła pogoda, a przede wszystkim silny wiatr, który ściągnął jego balony w głąb oceanu.
Kilka kolorowych, pływających balonów znalezionych zostało na Atlantyku 150 kilometrów od miejsca, gdzie planował wylądować. W poszukiwaniach księdza brało udział przeszło 50 ratowników, dwie łodzie marynarki wojennej Brazylii, helikopter policyjny, samolot brazylijskich sił zbrojnych, samolot rządu stanu Paraná i wiele łodzi rybackich z tamtego regionu. Poszukiwania te nie przyniosły jednak żadnego rezultatu. Najprawdopodobniej De Carli spadł do wody w odległości 22 km od Sao Francisco do Sul w Brazylii po przebyciu około 120 km.
W parafii Świętego Krzysztofa w Paranaguá, gdzie De Carli jest proboszczem, ludzie modlili się o odnalezienie żywego i zdrowego księdza. Szanse na to są jednak znikome.
Cluster ballooning - czyli latanie z przypiętymi balonikami wypełnionymi helem - to ekstremalna odmiana baloniarstwa. Jest ona bardzo niebezpieczna ze względu na ograniczone możliwości sterowania wysokością. Kiedy baloniarz chce ją zmniejszyć, musi stopniowo odcinać kolejne baloniki. Jest to jedyny sposób, aby bezpiecznie wylądować.
Przywiązany do około 1000 różnokolorowych baloników - takich, jakie można spotkać na ulicznych zabawach - wzleciał w powietrze i odfrunął. Lot trwać miał 20 godzin.
Jacek Papis
j.papis@laif.co.uk
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony laif.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Portalu Laif. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@laif.co.uk.
Tagi: Cluster ballooning, Adelir de Carli, duszpasterstwo, Paranaguá