Polak, który pracował w Dublinie, popełnił samobójstwo na trzy miesiące przed tym, jak miał się ożenić. Feralnego dnia Mariusz (podany tylko z imienia) wyszedł rano z domu odwiedzić chorą na cukrzycę znajomą.
Zaskoczył ją, ofiarowując obrazek z Jezusem. Chwilę później wdrapał się na 40-metrowy dźwig, z którego rzucił się w dół. Zginął na miejscu. - Znaliśmy się z Mariuszem od dziecka - mówi "Naszemu Głosowi" przyjaciel zmarłego, Tomek. - Nie miał żadnych powodów do zmartwień. W pracy dobrze sobie radził, w Polsce budował dom, a w sierpniu miał się ożenić. Pamiętam, że w lutym poleciałem do Polski, a gdy wróciłem, Mariusz był już zupełnie innym człowiekiem. Nic go nie cieszyło, zamknął się w sobie. Często mówił, że nie daje rady. Na kursie przedmałżeńskim, na który chodziliśmy razem, często pytał o życie pozagrobowe - opowiada. Mariusz nie zostawił po sobie żadnego listu. Nikt tak naprawdę nie wie, dlaczego to zrobił. Jego narzeczona przez trzy dni jeszcze w szoku czekała na niego w domu, zanim dotarło do niej, że Mariusz już nie wróci. Miał 27 lat.
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony laif.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Portalu Laif. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@laif.co.uk.
Tagi: Dublin, przestępczość