Kulturowe uwarunkowania oddawania kału a chamstwo i prostactwo srających baleronów.
Poprzedni wpis:
Z apokalipsą w pakiecie >>>
W czasie jednej z moich licznych światowych podróży zdarzyło mi się trafić na pewne przyjęcie w San Francisco. Miasto słynące niegdyś jako globalny rozsadnik kultury hippisowskiej po dziś dzień kultywuje tradycje tamtych lat. Tak jak w Europie eleganccy gentlemani przebierają się po obiedzie w smokingi i udają na partyjkę cygara do smoking roomu, tak w tym północnokalifornijskim mieście osoby z elitarnego towarzystwa – po opuszczeniu gabinetów w Stanford University, gdzie i tak cały dzień chodzą w sztruksach dzwonach i palą trawkę - przywdziewają na siebie powłóczyste tuniki i zarzucają kwasy.
Eleganckie popołudniowe koktajle przyjmują tam tradycyjną formę hippisowskiego squat party, gdzie członkowie komuny dzielą się ze sobą wszystkim, co mają, a zwłaszcza sobą nawzajem. Oczywiście w tych dniach sztruksy dzwony są sygnowane złotą głową meduzy Versacego, a tuniki to ręczna robota mistrzów od Gaultiera. Nota bene podobnie oryginalnego folkloru doświadczyłem w Hamburgu i Berlinie, gdzie osoby z towarzystwa lubią się z kolei spotykać w kreacjach z lateksu lub skóry nabijanej ćwiekami, w maskach przeciwgazowych lub nazistowskich mundurach.
Ale wracając do San Francisco. W eleganckiej rezydencji, do której trafiłem na ów popołudniowy koktajl, usunięto z framug wszystkie drzwi. Materia nie miała więcej stanowić żadnych przeszkód dla uduchowionych bytów i strumieni energetycznych. Reguła obejmowała oczywiście również toalety i łazienki. Nie pozostawało nic innego, jak tylko załatwiać swoje potrzeby publicznie, przy kurtuazyjnych pozdrowieniach licznie zgromadzonych person.
W przypadku panów okoliczność ta nie stanowiła zupełnie żadnego novum, gdyż zbiorowe oddawanie moczu do urynału jest zwyczajem powszechnie w kulturach zachodu akceptowanym. Nieco bardziej egzotycznie wyglądało to w przypadku dam, które jednak musiały się za każdym podejściem roznegliżować nieco bardziej i przyjąć na sedesie pozycję siedzącą. Był to niezwykły akt symbolicznego oddania się pod opiekę zgromadzonych, gdyż w wypadku jakiegokolwiek niebezpieczeństwa osobniczka ze spuszczonymi do kostek majtkami miałaby niejakie trudności z ewakuowaniem się czy obroną.
Bardzo mi się te lokalne zwyczaje podobały do czasu, gdy i ja musiałem skorzystać z toalety i to w celu, że tak powiem – cięższego kalibru. Oznaczało to, że i ja muszę oddać się pod opiekę zgromadzonych. Przy czym efekty dźwiękowe i zapachowe, a także wizualne załatwiania potrzeby mokrej, są nieco innej natury niż te towarzyszące potrzebie o konsystencji – przynajmniej umownie – stałej.
Nie wiem, w jaki sposób tubylcy to robili, ale podobna zachcianka najwyraźniej nie przyszła do głowy żadnemu z nich. Być może obowiązkowym punktem przygotowań do przyjęcia była lewatywa lub zażywanie tabletek na rozwolnienie. O ubogą w błonnik dietę raczej bym ich nie podejrzewał – wszak większość z nich to wegetarianie. Ostatecznie nie chcąc gorszyć nikogo, przez swoją grzeczność i kulturę, wrodzoną delikatność i dyskrecję, udałem się do ogrodu, gdzie oddałem naturze, co jej, nawożąc przy okazji krzew oleandra.
Jakże odmienne pobudki musiały towarzyszyć nomen omen - siksom, które miałem okazję ostatnio podejrzeć w krzakach na jednej z licznych letnich imprez plenerowych w londyńskim parku. Za nic miały wysiłki organizatorów, aby pozostawić miejsce rekreacji czystym i aromatycznym dla matek z dziećmi i dożywających swych dni emerytów, którzy mieli tam zjawić się, jak co dzień, następnego poranka. Opite piwskiem balerony były zbyt leniwe i niecierpliwe, aby dotrwać swojej kolejki w drodze do przenośnej latryny. Majtasy w dół i lejemy, choćby na środku boiska.
O jakiejże grzeczności, kulturze, wrodzonej delikatności i dyskrecji możemy mówić w tym wypadku? Oba te przypadki zestawiam ze sobą, aby raz jeszcze dać dowód prawdzie, jaką od dawna staram się wam objawić: arystokrata, nawet jak sra w krzakach, robi to z wdziękiem i wyrafinowaniem. Pospólstwo sra po prostu z chamstwa i prostactwa.
Spencer
© Fortis Media Limited 2004-2008
Fortis Media (UK) Ltd nie ponosi odpowiedzialności za treści publikowane na blogach. Poglądy prezentowane na blogach są prywatnymi opiniami autorów.
Tagi: blog spencera, naturyzm vs naturalizm, hippisi, San Francisco, koktajl, komuna, Stanford,