Gdzie dziś przed plugastwem pospólstwa uciec może arystokracja.
Poprzedni wpis:
Religijne odrodzenie >>>
Lato w pełni, pospólstwo cieszy się każdą podrabianą chwilą lata. Większość z maluczkich nie ma żadnego pojęcia, jak wygląda prawdziwie rajska pogoda. Na wakacje, nawet jeżeli kiedyś pojechali, to nie w tropiki, a jedynie w tzw. tropiki dla ubogich, czyli Ibiza, Majorka, Kreta dla kretynów etc. Nawet tego jednak nie pamiętają, bo im piana z lagera na mózg się rzuciła jeszcze na lotnisku w Gatwick czy innej melinie. Skoro już wyląduje takie na tej swojej Malcie, z samolotu na plaże trzeba to to przenosić na noszach. Leży potem na piasku i rzyga pod siebie.
Kumplostwo dookoła próbuje to to dobudzić głośnym chrumkaniem, mlaskaniem, klepaniem się nawzajem w tłuste dupska i hałaśliwym brzęczeniem z czegoś, co nazywają przenośnym stereo, a co bardziej przypomina w rzeczywistości natrętną końską muchę, która dobiera się do krwawicy spragnionych relaksu. Plaża taka pokryta jest cyną popiwnych puszek niczym parchata twarz zdegenerowanej narkomanki piercingami. Może pieni się koktajlem uryny i spłukanych olejków do opalania. Gdzieniegdzie dryfuje kluseczka kału udając, że jest przeterminowaną oliwką w skwaśniałym Martini. Tak wyglądają wakacyjne getta proletariatu.
Niestety na świecie coraz mniej jest oaz, gdzie można schronić się przed tą zarazą. Bezludnych wysepek liczba jest ograniczona. Z zakupem trzeba się spieszyć, albo staranniej pielęgnować przyjaźń z Richardem Bransonem – może zaprosi na swoją. Wprawdzie gdzieś tam w zaropiałej zatoce arabusy usypują sztuczne, ale takie skupisko bardziej przypomina councilowskie bloki niż ekskluzywne posiadłości. Niestety ceny też pozostają w zasadzie w zasięgu każdego, kto przędzie chociaż odrobinę lepiej niż bezrobotny. Na milion dolarów stać nawet brytyjskiego hydraulika – pod warunkiem że nie jest polskim niemową.
Nadzieja w podróżach kosmicznych. Wycieczka na Sojuza to jakieś 30 – 40 milionów dolarów. Troszkę odsiewa buractwo z dorobku. Zresztą ma posmak wyprawy prawdziwie survivalowej, bo do najniewinniejszych atrakcji należy smród z zepsutej kosmicznej toalety. Do tych, które mogą stanowić gwóźdź programu należy zaliczyć możliwość, że sędziwa stacja kosmiczna się wreszcie rozpadnie albo po prostu spadnie na Ziemię. W wersji standardowej – do oceanu. W wersji z dopłatą – uderza w Londyn, Paryż lub Nowy Jork. Czyli odwożą pod grób. Spopielenie i rozsypanie prochów w przestrzeni – gratis! To się nazywa „last minute” twojego życia!
Spencer
© Fortis Media Limited 2004-2009
Fortis Media (UK) Ltd nie ponosi odpowiedzialności za treści publikowane na blogach. Poglądy prezentowane na blogach są prywatnymi opiniami autorów.