O rozwagę bądź zmianę partnera bądź wizytę u specjalisty.
Poprzedni wpis: I kto tu robi wrażenie>>
Po raz kolejny apeluję, bo zauważyłam pewną prawidłowość z suczkami. Nigdy nie miałam zbyt wielu „suczkapsiółek”, ale parę było i… dosyć szybko się skończyło. Problem pojawiał się, kiedy któraś z nich zaczynała spotykać się z tym „absolutnie boskim” chujkiem, o czym ja rzadko miałam okazję się przekonać, bo… prawie nigdy nie miałam – nazwijmy to „przyjemności” – go poznać.
Na początku mnie to dziwiło – na początku, kiedy jeszcze miałam w sobie odrobinę naiwności. Potem zdałam sobie sprawę, że moje suczkapsiółki po prostu się bały. Że zabiorę im tego chujka. A wierzcie mi, że bardzo rzadko kiedy można było czegokolwiek zazdrościć i cokolwiek chcieć zabierać. Poza tym, mimo że osobiście nie uważam, że to coś złego romansować z zajętym chujem – suczka to nie ściana – to są pewne zasady.
Nie biorę się za kolesi umawiających się z moimi suczkapsiółkami. I nie tylko dlatego, że zazwyczaj są tego niewarci i przereklamowani jak proszek do prania. Nie chodzi też o solidarność. Powiedzmy po prostu, że wierzę w karmę (nieee… w dupie mam karmę). Po prostu w życiu trzeba mieć jakieś zasady (trzeba? Trzeba?!). No dobra, a więc rzeczywiście chodzi o to, że te chuje były totalnie do dupy. I to nie mojej nawet!
Ale do brzegu. Więc nawet nie chodzi o to, że nie wyrywam ich z jakiś szlachetnych, etycznych, humanitarnych pobudek – efekt jest taki, ze ich nie rwę. Nie moją winą jest natomiast, że te chuje mają na mój widok hard-on i zaczynają szaleć niczym samce wombata w szczycie swojego okresu godowego. Po drugie, jak z kimś jesteś (fiu, co ja mogłabym o tym wiedzieć?), to podobno mu ufasz (hehe, ufasz… dobre!). Ok, ufasz więc przynajmniej na tyle, by wierzyć, że nie zerżnie mnie na twoich oczach. I tu dochodzimy do sedna sprawy.
Już nie chodzi nawet o to, że chujek może chcieć mnie zerżnąć. Co do tego nie ma nawet najmniejszych wątpliwości. Ale znów do brzegu. To że się nie ufa partnerowi (co samo w sobie jest sprawą zupełnie naturalną) to jeszcze nic. Jak mu nie ufasz, to rzuć w chuja. Ale w momencie, kiedy nie każesz mu spierdalać i jeszcze dajesz całemu światu do zrozumienia, że wierzysz, że ten chuj, który cię rżnie może chcieć zerżnąć i mnie – jest problem. I to problem z tą suczkapsiółką. Jeżeli ma się takie kompleksy, jest się tak niepewną siebie i NIE POTRAFI SIĘ KONTROLOWAĆ emocji – apeluję: proszę udać się do specjalisty.
I tak oto, nie bez dygresji, kończę na dziś. Powodzenia wszystkie moje ukochane suczkapsiółki! Ciao.
© Fortis Media Limited 2004-2008
Fortis Media (UK) Ltd nie ponosi odpowiedzialności za treści publikowane na blogach. Poglądy prezentowane na blogach są prywatnymi opiniami autorów.
Tagi: blog o rwaniu, rwanie, szuczkapsiółki, chujki, pary, zazdrość, terapia