Atrakcyjna, ambitna, z doświadczeniem - szuka stałej posady z zerowym zakresem obowiązków.
Margo odpisała. Umówiłyśmy się wstępnie na czwartek i wygląda na to, że idziemy do baru koło jej domu. Czy raczej do niej w tym wypadku. Jestem tak podniecona jak już dawno nie byłam przed randką. Tyle że to nie z powodu tego, że ona jest taką gorącą sztuką (choć ma tak fantastyczne cycki, że chętnie się z nią prześpię. Jest jednak w kobiecych piersiach coś, co pociąga).
Po prostu potrzebowałam porządnej zmiany – jakby zmienianie chujów już nie wystarczało. Potrzebowałam też od nich odpocząć, bo mnie cholernie zmęczyli ostatnimi czasy. Także podniecona głównie jestem nie z powodu Margo, ale tej zmiany. Nie mogę mieszkać za długo w jednym miejscu, nie mogę pracować za długo w tej samej robocie i nie mogę patrzeć za długo na tego samego chuja – nawet na samego chuja, stąd biorę się za sukę. Nawet Londyn mi się już nudzi. Marzy mi się czasami, aby wszystko rzucić w cholerę i wyjebać się do jakiejś Amazonii sadzić drzewa.
Jestem w tej samej robocie już od blisko półtora roku i mi odpierdala. Nie mogę już patrzeć codziennie na tych ludzi, na te same mordy. Ja tej hołoty nie znoszę. A jak jeszcze pomyślę o tym pierdolonym głowonogu, który zaczął u nas pracować, to mam wrażenie, że zaraz mnie chuj strzeli (mimo tego, że go nawet nie mam!). Po co się tak męczyć?! Przecież wiadomo, że człowiek najlepiej pracuje, robiąc coś, co lubi.
A ja uwielbiam robić nic! Czy jest jakieś miejsce, gdzie płaciliby mi za nic? Gdybym nie musiała nic robić i by mi za to jeszcze płacili, to mogłabym robić nawet nadgodziny. Nigdy nie brałabym chorobowego czy nawet wolnego. Mogłabym nic nie robić za pieniądze także w weekendy. I święta. Nawet w Nowy Rok, kiedy nikt nie idzie do pracy, bo każdy leczy kaca – ja bym poszła do pracy.
Mogłabym pracować nawet w nocy. Byłabym tym bardziej efektywna, bo nie musiałabym sobie nawet robić przerw. Mogłabym robić nic non stop, 27/7! Gdyby ktoś mi za to płacił, już ja bym się postarała, żeby zostać pracownikiem miesiąca. Ba, roku! Nie znaleźliby nigdzie nikogo, kto sumienniej wykonywałby swoje obowiązki. Tylko gdzie mogę znaleźć taką pracę? Mam udokumentowane spore doświadczenie w nic-nie-robieniu. Mogę się nawet wylegitymować dyplomami z uczelni, na których nie nauczyli mnie niczego innego jak właśnie nic-nie-robienia.
Cholera, nie wiem, skąd mi się wziął taki nastrój. A zresztą, chuj na to kładę – przynajmniej do czwartku, bo w czwartek będę miała wszystko już w piździe. Ciao.
© Fortis Media Limited 2004-2012
Fortis Media (UK) Ltd nie ponosi odpowiedzialności za treści publikowane na blogach. Poglądy prezentowane na blogach są prywatnymi opiniami autorów.
Tagi: blog o rwaniu, nic-nie-robienie, Margo, szukanie pracy