Impreza na cztery fajerki, pół doby, dwie laski i... jedną rurę.
Poprzedni wpis: Seksowny saksofon cd. >>
Z tygodnia na tydzień jest coraz lepiej. Jak kończyłam wczorajszy wpis odnośnie zeszłego tygodnia, już nie mogłam się doczekać, by napisać o ostatnim weekendzie. To będzie chyba moja najbardziej szalona impreza, którą kiedykolwiek zdarzyło mi się zaliczyć – a szalonych imprez w moim życiu zdarzyło się sporo. Tym razem było mnóstwo alkoholu (w standardzie każdej imprezy), taniec na rurze (w pakiecie rozszerzonym), sucze przytulanki (w pakiecie extra) i totalna… orgia na koniec w hotelu (totalny exclusive!).
Wieczór zaczął się w zasadzie już w nocy, bo na imprezę wybraliśmy się ze znajomymi nieco później, niż zamierzaliśmy. Do klubów dotarliśmy przed drugą, kiedy większość miejsc już zamykali. Znaleźliśmy kilka barów, gdzie zrobiliśmy sobie before party, zanim otworzono ten, który był naszym miejscem docelowym. Z suczkapsiółką dałyśmy takie show w jednym z nich, że po prostu rozpierdoliłyśmy całą imprezę.
Tańczyłyśmy sobie otóż grzecznie (w tym sensie, że nie chciałyśmy nikomu przeszkadzać, bo w rzeczywistości tańczyłyśmy bardzo niegrzecznie…) w swoim kąciku, kiedy nagle z parkietu zniknęły wszystkie chuje, które ustawiły się pod ścianą i przez jakieś półtorej godziny wlepiały w nas wygłodniały wzrok. Nawet ze sobą nie rozmawiali, nie wymieniali komentarzy. Tylko idioci stali i się gapili.
Jestem pewna, że przez te 90 minut nawet nie mrugali, obawiając się, że nawet tak drobny ruch doprowadzi do ejakulacji. Jeden z chujów w pewnym momencie podszedł i nieszczęśliwie próbował złapać nas za nasze kształtne cztery litery – udało mu się z suczkapsiółka, która bez zbędnego zastanawiania się strzeliła mu prosto w mordę. Incydent zbiegł się w czasie akurat z otworzeniem naszego klubu.
Więc zabraliśmy ze znajomymi nasze rzeczy i bez żalu wymaszerowaliśmy stamtąd ku wyraźnemu zawodowi tych palantów pod ścianą. Pod naszym klubem stała pewnie kilometrowa kolejka. Ale przecież ja nie będę chyba czekała na to, by mnie łaskawie wpuścili do klubu! Podeszliśmy prosto do znajomego bramkarza, który wpuścił nas od drugiej strony.
Później, kiedy wyszłam na zewnątrz zapalić, on gdzieś się zgubił i byłam zmuszona pobić innego ochroniarza, który miał fantazję, by mnie nie wpuścić z powrotem do środka. I nawet próbował mnie, bezczelny sukinsyn, zatrzymać! Ale chyba nikt sobie nie wyobraża, że jakiś skurwysyn, który myśli, że jest bogiem, bo prostytuuje się na bramce w klubie, mnie zatrzyma? Musiałam go od siebie odepchnąć, jebnąć w mordę i zagrozić, że jeżeli jeszcze raz śmie mnie dotknąć, to pozwę jego i to popierdolone miejsce. To był dosyć nieprzyjemny incydent.
Jedyny nieprzyjemny incydent tego wieczoru, muszę jednak dodać. W środku było już przyjemnie. Była rura, na której się wyginałyśmy, i znów były chuje, które dostawały na nasz widok totalnego hard-on. Zwłaszcza kiedy ja, zjechawszy w dół na rurze, położyłam się na ziemi – z rurą ciągle między nogami – a moja suczkapsiółka położyła się na mnie i zaczęła mnie całować. Zewsząd dało się słyszeć gwizdy i okrzyki aplauzu.
W międzyczasie poznałyśmy dwóch przeuroczych Brytyjczyków, z którymi zajebiście bawiłyśmy się aż do godzin popołudniowych następnego dnia w ich hotelu, gdzie urządziliśmy sobie orgię totalną, po której do tej pory wszystko mnie boli. A może to jednak to wyginanie się na rurze?
Hm, w zasadzie, jak teraz przemyślałam sobie to wszystko jeszcze raz i widzę to czarno na białym na ekranie monitora, to… nieee, zdarzały mi się dużo bardziej szalone imprezy. Phi, to było nic. Ciao, drogie chujki i suczki ;)
© Fortis Media Limited 2004-2012
Fortis Media (UK) Ltd nie ponosi odpowiedzialności za treści publikowane na blogach. Poglądy prezentowane na blogach są prywatnymi opiniami autorów.
Tagi: blog o rwaniu, impreza totalna, suczkapsiółka, rura, klub, orgia