Czyli dzieje się coś osobliwego ze światem, a ze mną - zielonego pojęcia nie mam, co się ze mną dzieje.
Poprzedni wpis: Tortury w XXI wieku >>
Wbrew pozorom wcale mi jednak nie przeszło wczoraj. Stąd jak dojechałam do domu nie tylko stwierdziłam, że jestem zmęczona, ale i że… nie mam ochoty na seks. Nawet na seks z Margo. Zadzwoniłam do niej zatem i uprzejmie przełożyłam na dzisiaj, wymawiając się obowiązkami zawodowymi. Była bardzo miła o dziwo – ja sama bym się wkurwiła, że ktoś śmie przełożyć ze mną randkę.
Zamiast gdziekolwiek wychodzić otworzyłam w domu butelkę wina, usadowiłam się w fotelu z paczką papierosów, włączyłam telewizor i oglądając wszystkie kanały newsowe po kolei, dołowałam się cały wieczór. Nie mam pojęcia, co się ze mną dzieje. O 11 już odbijałam się od ścian, klnąc, na czym kurwa świat stoi i zmierzając do kuchni po kolejną butelkę wina.
Tam stwierdziłam jednak, że nie będę się przecież wpędzać w depresję i alkoholizm przez jakiegoś pojebanego Putina. Z tym postanowieniem wróciłam do pokoju, gdzie na ekranie telewizora nie było już jednak żadnego Putina, ale pewna popierdolona pitbullica ze źle nałożoną szminką. Pokiwałam głową i wykonałam zrezygnowana natychmiastowy zwrot w kierunku kuchni.
Tam nalałam sobie do pełna kieliszek i uniosłam w powietrze w geście toastowym, tłumacząc sobie, że przez Putina może nie, ale kurwa przez jakąś pojebaną „hockey mom” w dziwkarskich czerwonych szpilkach mam pełne prawo nabawić się nawet rozstroju nerwowego. Wielka mi afera, kiedy Obama mówił o kandydaturze McCaina jako o świni (w sensie Bushu), na którą tylko nałożono szminkę – ale mimo wszelkich kosmetycznych przeróbek, to jest to oczywiście nadal świnia.
McCain w niczym nie będzie lepszy od tego (jak go wdzięcznie i czarująco nazwał Russell Brand) „retarded cowboy fella” (przykro mi jednak, że obraził przy tym osoby niepełnosprawne, porównując je do tego troglodyty). Wracając jednak do Obamy i jego oświadczenia, które od razu zostało odniesione do Palin. Powyzwano go od seksistów, chociaż wcale nie miał nawet na myśli tej ameby z Alaski.
Nikt już nie pamięta, że to ten republikański chuj jako pierwszy użył tego zwrotu „świni w szmince” w stosunku do Hillary Clinton. Wtedy jednak nie było to wcale seksistowskie ani obraźliwe. Jakże punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. I jakże ta cała hołota jest bezmyślna, żeby szaleć na punkcie tej suki. I co to w ogóle za społeczeństwo, w którym „liberał” i „socjalista” kojarzą się z najgorszymi obelgami. Nie wiem, czy wystarczy wyjebać się gdzieś do Amazonii, aby od tego wszystkiego uciec.
Aby to zrobić, pewnie musiałabym wyjebać się wraz z jakąś rakietą kosmiczną na inną planetę. Chociaż jeżeli wygra taki McCain, to możemy być pewni, że imperialistycznej polityce Stanów końca nie będzie i że prędzej czy później skolonizują także sąsiadujące planety i galaktyki.
© Fortis Media Limited 2004-2012
Fortis Media (UK) Ltd nie ponosi odpowiedzialności za treści publikowane na blogach. Poglądy prezentowane na blogach są prywatnymi opiniami autorów.
Tagi: blog o rwaniu, polityka, Putin, Sarah Palin, hockey mom, pitbull w szmince, świnia w szmince, John McCain, Barack Obama, wyjebać się stąd