Czyli jak postanowiłem zamienić żeliwo na tytan.
Poprzedni wpis:
Zanim zupa była za słona >>
Wszystko zaczęło się od tego popołudnia, kiedy po pracy wyskoczyłem z kolegami z wyższej kadry zarządzającej na drinka. Jeden z nich – pewnie pedał – szybko otoczył się wianuszkiem seksownych suczek. Jakieś jego psiapsiułeczki. Koniec końców jedna z nich wylądowała u mnie. Seks był pijany i niewiele pamiętam, poza widokiem swojego wspaniale naprężonego ciała w lustrze. I kiedy już skończyłem i z pogardą porzuciłem jej uścisk w postorgazmicznej obojętności – niech się cieszy, że niemiałem dla niej uczuć takich, jak do tej prezerwatywy, którą z obrzydzeniem zsunąłem ze swojej męskości.
No więc kiedy już skończyłem z nią, wtedy mi rzekła:
- Masz całkiem niezłe ciało. Widać, że ćwiczysz mięśnie na siłowni – połechtała mnie najpierw podstępnie. – Tylko nad tym musiałbyś jeszcze trochę popracować – tu poklepała mnie po moim brzuchu.
Tę noc spędziłem przed lustrem. Czego brakuje mojemu kaloryferkowi? Spojrzenie od frontu. Spojrzenie z boku. Spojrzenie z mięśniami rozluźnionymi. Spojrzenie z mięśniami napiętymi. Spojrzenie z mięśniami półnapiętymi. Spojrzenie z mięśniami takimi, jakbym spacerował po plaży po dwóch piwach, czyli w lekko się zapominając. Spojrzenie z mięśniami takimi, jakbym miał na sobie marynarkę. Spojrzenie pod innym kątem. Spojrzenie pod większym kątem. Spojrzenie pod mniejszym kątem. Spojrzenie pod zupełnie innym kątem…
Nie macie pojęcia ile kombinacji kątów spojrzenia i napięć brzucha człowiek może wykombinować. Ostateczny werdykt: nie jest źle. Ale „nie jest źle” oznacza, że może być znacznie lepiej. Trzeba coś z tym zrobić. Cel jest znany – kaloryfer nie żeliwny, a tytanowy. Sposób osiągnięcia? Czy godzina joggingu dziennie plus półtora godziny na siłowni nie wystarczy? Ano nie wystarcza. Trzeba wprowadzić drakońską dietę.
Dieta, to rzecz kobieca, powiedzielibyście. Ale nie taka dieta, na którą ja przechodzę. Moja jest naukowa, sprawdzona i techniczna. Nazywa się dietą cykliczno-ketogeniczną, zaprojektowaną specjalnie dla kulturystów. Ma za zadanie spalić tkankę tłuszczową zasłaniającą mięśnie. Jednocześnie ma umożliwić dalszy przyrost tkanki mięśniowej w tym samym czasie.
Tłuszcz ludzki bierze się z węglowodanów. Tak, organizm łatwiej przerobi na sadło kromkę chleba, niż tłusty plaster salcesonu. Jeżeli odmówić mu węglowodanów, zacznie spalać sadło. Proste. Jeżeli węglowodanów nie będzie w ogóle, będzie musiał się całkowicie przestawić na spalanie tłuszczy i sadła, będzie więc to robił tym efektywniej. Wytworzy bowiem specjalne cząsteczki, które posłużą do rozbijania sadła – ketony. Stąd to dieta ketogeniczna. Witaj tytanowy kaloryferku!
Co jeść w zamian? Mięśnie powstają z białka. Zatem białko. Białko i trochę tłuszczy, żeby sadła nie zaczął spalać sadła „nazbyt zbyt” radykalnie.
A czemu jest to dieta cykliczna? Bo raz w tygodniu, przez półtora dnia węglowodany jeść trzeba, po to właśnie, żeby mięśnie dalej rosły, organizm za bardzo nie przyzwyczaił się i rozleniwił w spalaniu tłuszczy, żeby uzupełnić zasoby węglowodanów konieczne do funkcji innych niż energetyczne.
No to do dzieła!
© Fortis Media Limited 2004-2012
Fortis Media (UK) Ltd nie ponosi odpowiedzialności za treści publikowane na blogach. Poglądy prezentowane na blogach są prywatnymi opiniami autorów.
Tagi: Remont kaloryfera