Ciąg dalszy opowieści o kolejnej nocy z cyklu baśni tysiąca i jednej nocy.
Poprzedni wpis: Seksowny saksofon >>
Kontynuując moją opowieść. Przeczytawszy karteczkę, wdzięcznie skinęłam głową Sexy Saksofoniście, uśmiechając się potwierdzająco i zachęcająco. O tak, oczywiście, że będę miała ochotę na drinka… Mmm. Kiedy koncert się zakończył, udałam się w stronę baru wraz ze znajomymi – już nie musiałam udawać, że jestem sama i że przypadkiem się na niego wjebuję, wylewając wino na jego sześciopak… albo trochę niżej.
Następnie nie będę musiała zabierać go do toalety, gdzie zajęłabym się jego plamą… Hm, w zasadzie to nie byłoby aż takie złe. Zaczęłam aż żałować, że podał mi przez kelnerkę tę swoją wizytówkę i zaoszczędził tyle zabawy). Przy barze stanęłam odwrócona plecami do sceny, tak by nie pomyślał, że na niego czekam. Znajomy jednak w porę wyszeptał mi w ucho, że Sexy Saksofonista już się czai w pobliżu. Przybrałam odpowiednią sylwetkę pod tytułem: „Tak, wiem, że na mnie patrzsz” i czekałam.
Po niedługiej chwili poczułam, że ktoś mnie obejmuje w talii. Ach, ci muzycy. Nieważne, czy sprzedają miliony płyt czy nigdy nawet nie byli w studio nagraniowym, zawsze im się wydaje, że są bogami seksu, na których poleci każda… Sexy S. stanął za mną tak blisko, że jego ciało stykało się już z moim. Odwróciłam się o 180 stopni. Stanęliśmy twarzą w twarz, tak że dzieliło nas może 5 centymetrów (ale tylko nasze twarze!, bo reszta naszych ciał, że tak powiem… momentalnie do siebie przywarła).
Wow, naprawdę nieźle wyglądał, choć był nieco ode mnie niższy (ach, te szpilki!). Kręcone ciemne włosy w artystycznym nieładzie, czarne oczy (choć w normalnym świetle i bez mojej gładkiej, nagiej nogi między jego udami pewnie byłyby szare) i zmysłowy zarys ust. Uuu, gorąco… „Wow, z bliska wyglądasz jeszcze… seksowniej”, powiedział, odchylając się nieco, by spojrzeć na moje piersi. Przypuszczam, że przy tym słabym oświetleniu i z perspektywy sceny nie wydawały mu się aż tak duże.
Niezbyt to oryginalne, ale ze względu na muzykę, mój ulubiony saksofon i jeszcze inne nawet bardziej ulubione instrumenty – postanowiłam darować mu brak elokwencji. Zresztą po tym, jak ładnie sprawił się na scenie, moglibyśmy od razu przejść do rzeczy. Zresztą nic nie stało na przeszkodzie… Spojrzałam podobnie jak on znacząco w dół, bo z tej perspektywy pewne rzeczy też mi się wydawały większe. „Wzajemnie”, odpowiedziałam. Koleś najwyraźniej przyzwyczajony był do tego, że suki nie stawiają mu oporu.
A ja wyposzczona (cały tydzień bez seksu!) nawet nie miałam ochoty na żadne gierki. I podkreślę, że to nie ja się godziłam na jego tempo, ale sama je nadawałam. „To co z tym drinkiem?”, uśmiechnęłam się znowu. On odwzajemnił uśmiech, wyjął mi z ręki pusty kieliszek po winie, a następnie pochylił się w stronę baru, przypierając mnie do siebie jeszcze bardziej. Dalej sprawy potoczyły się jeszcze szybciej. Postanowiliśmy nie tracić dalej czasu i po jakiś 20 minutach byliśmy już w drodze do tylnego wyjścia.
Rzuciliśmy się na siebie zanim tam jeszcze doszliśmy. On przyparł mnie do ściany, zadarł sukienkę do góry i pokazał mi, co mogą zrobić wprawne palce muzyka... Mogę tylko powiedzieć, że setki godzin ćwiczenia na saksofonie nie poszły na marne. Na nieszczęście w pewnym momencie, zanim jeszcze przeszliśmy do sedna sprawy, przerwał nam odgłos zbliżających się kroków. Szybko wymknęliśmy się przez tylne drzwi na zewnątrz.
Znaleźliśmy się na tyłach klubu w wąskiej, słabo oświetlonej, malutkiej uliczce. Tam Sexy S. znów przyparł mnie do muru i zaczęliśmy tam, gdzie skończyliśmy. Nikt nam tym razem nie przeszkodził. I powiem wam tylko tyle, że cholernie dobrze się złożyło, że założyłam tak wysokie obcasy i byłam nieco od niego wyższa… To była jedna z najdzikszych akcji ostatnich czasów. Chuj powinien zmienić profesję z saksofonisty na SEKSofonistę.
Ponieważ jednak CCTV nigdy nie śpi, pewnie możecie to już podziwiać gdzieś w Internecie. Ale warto było… Mmm.
© Fortis Media Limited 2004-2012
Fortis Media (UK) Ltd nie ponosi odpowiedzialności za treści publikowane na blogach. Poglądy prezentowane na blogach są prywatnymi opiniami autorów.
Tagi: blog o rwaniu, Sexy S., seks z saksofonistą, seksofonista, seks