Czyli komu wolno nosić ciemne okulary.
Naturyzm vs naturalizm >>>
Przyglądałem się ostatnio jednej z amerykańskich produkcji telewizyjnych. Był to program „Make me a supermodel US”. Niewtajemniczonym zdradzę, że formuła programu wygląda następująco: grupa przystojnych młodzieńców i pięknych niewiast bierze udział w przeróżnych zadaniach, które mają ich przygotować do przyszłego zawodu, jak również sprawdzić, czy posiadają do niego odpowiednie predyspozycje. Mniejsza jednak z nimi, bo to żółtodzioby i zapewne nigdy poza tym show o nich nie usłyszymy. Zawodników ocenia jury, złożone z domniemanych zawodowców.
Wśród nich, obok fotografa, choreografa, właściciela agencji modelek – również domniemani zasłużeni supermodel i supermodelka. Słowa „domniemani” używam tu, ponieważ nie posiadam w kwestiach personalnych światka mody żadnego rozeznania. Mnie interesują jedynie finalne efekty pracy największych projektantów. Ci startujący w programie pewnie już w biznesie od jakiegoś czasu siedzą, bez wielkiego sukcesu jednak, skoro potrzebują takiej autopromocji, aby podtrzymać swoją nadzieję na wielki przełom w karierze.
Ale do rzeczy. W jednym z odcinków uczestnicy brali udział w pokazach mody NYC Fashion Week. Nasz juror, supermodel, zasiadł na widowni, aby oceniać występ swoich podopiecznych. Zasiadł w… ciemnych okularach.
Lans niezły, tzw. styl na Steve’go Wondera. Tylko jak to się ma do jego konkretnego zadania w tym programie. W ciemnawej sali oceniać zawodników po wdzianiu przesłon na oczy to pomysł nieco ekscentryczny. Przypomina mi to sytuację, w której się kiedyś znalazłem. Pewien mój kolega zapragnął pochwalić się przede mną swoim nowym sportowym samochodem. Wziął mnie na przejażdżkę. Jego twarz przesłaniały oczywiście wielkie ciemne okulary, zza których w ukryciu obserwował reakcje moje, jak i mijanych wszystkodługich piękności. Sęk w tym, że zapadał już zmrok.
Gdy po raz kolejny robiliśmy koło wokół Bel Air, aby ponownie przejechać przez Rodeo Drive, jego piękna nowa zabawka ni stąd ni zowąd wylądowała w krzakach i roztrzaskała maskę o ogrodzenie jednej z rezydencji. W trakcie tego zdarzenie ciemne okulary nawet nie zsunęły się z nosa mojego kierowcy. Gdy wreszcie wygrzebał się z pieleszy poduszki powietrznej, uniósł je na chwilę w górę, spojrzał przed siebie i wymamrotał: Whoops! Nie zauważyłem.
I kiedy tak obserwuję świat mody, odnoszę wrażenie, że jego aktorzy nazbyt często pracują w ciemnych okularach. Kreacje nagminnie przypominają coś popełnionego przez krawca w chwili amoku, w czasie pokazów mody męskiej po wybiegu przechadzają się „modelki”, w czasie pokazów mody kobiecej jakieś chłopaczyny.
Spróbujcie sobie teraz wyobrazić księgowego ślęczącego nad kolumnami cyfr w ciemnych okularach. Ja próbuję, próbuję i widzę w efekcie aferę Enronu i tzw. kreatywną księgowość.
A teraz niespodziewany zwrot akcji. Otóż ja też jestem zapamiętałym użytkownikiem ciemnych okularów. Nie wszakże ze względu na szpan – jaki to ja jestem luźny pan – tylko z przyczyn „health and beauty”. Światło słoneczne to największy wróg świeżej i jędrnej skóry. Skóra wokół oczu jest szczególnie delikatna. Jeżeli dodamy do tego fakt, że oczy te przed światłem często mrużymy, to zmarszczki gotowe. Chcąc zachować młody wygląd należałoby ciemne okulary nosić bez przerwy. Co też czynię.
Ja jestem jednak w sytuacji wyjątkowej. Mnie żadne obowiązki bez okularów nie trzymają. Jak już wspominałem kilkukrotnie wszelkie moje czynności mają charakter hobbystyczny, choć wykonywane są z perfekcyjnym profesjonalizmem. Co innego wyrobnicy, którzy na arystokrację pracują i wykonują dla niej przeróżne usługi. Ciemne okulary są tylko dla elity.
Spencer
© Fortis Media Limited 2004-2008
Fortis Media (UK) Ltd nie ponosi odpowiedzialności za treści publikowane na blogach. Poglądy prezentowane na blogach są prywatnymi opiniami autorów.
Tagi: Tajemnicze spojrzenie, blog spencera, ciemne okulary,