Czyli zamaskowane cukry czają się wszędzie.
Poprzedni wpis:
Lodówkowa rewolucja >>
Bezwęglowodanowa dieta ketogeniczno-cykliczna okazała się w realizacji trudniejsza niż się spodziewałem. Wyeliminowanie wszystkich wiadomych źródeł węglowodanów to zdecydowanie za mało. Specjalne testy na obecność ketonów we krwi – najlepszego dowodu, że dieta działa – wciąż nie nabierają odpowiednio fioletowego koloru. Czasem nie są łaskawe nawet lekko się zaróżowić. Pozostają niemiłosiernie żółte – tak jak moje siuśki, które testują.
Czy wiecie, że cukry zawierają na przykład gumy do żucia bez cukru. Owszem – nie wmieszano w nie cukru stołowego, ale wszelkie inne węglowodany? Prawdziwa kopalnia cukru. Powinni w nich wyrzeźbić jakąś cukrową Wieliczkę.
Codzienna, ba, coposiłkowa nawet jajecznica z kurczakiem i pieczarkami szybko smakowo mi zmonotonniała. W poszukiwaniu smakowej omasty natknąłem się w sklepie na sos do pesto. Leniwi Włosi nie umieścili na nim oczywiście tabeli wartości odżywczych. No, ale co może być w takim pesto? Olej, sól, kwasek cytrynowy i jakieś zioła. Zioła to jak pieprz. Czy one mogą zawierać węglowodany? Na pewno nie.
Zonk! Moje keto-testy już w godzinę po jajecznicy z pesto zaalarmowały mnie, że spożywając ją w niwecz obróciłem tygodniowe starania na wejście w stan ketozy, czyli obecności ciał ketonowych do rozbijania sadła we krwi.
Nóż w plecy wbiły mi nawet moje ukochane tabletki nasenne. Wyniki testów o poranku kazały mi się niezwłocznie zapoznać z ich składem. Zioła, ziółka – bo to specyfik ziołowy – oraz tajemnicza substancja o nazwie „sucrose”. Ki diabeł? Ale brzmi wrogo. Szybki internetowy research i rozmiar klęski stał się oczywisty. Tajemnicza „sucrose” okazała się być najbezczelniejszym na świecie cukrem stołowym! Co za mina!!!
Spencer
© Fortis Media Limited 2004-2012
Fortis Media (UK) Ltd nie ponosi odpowiedzialności za treści publikowane na blogach. Poglądy prezentowane na blogach są prywatnymi opiniami autorów.
Tagi: Węglowodanowa guerilla