W brytyjskich mediach materiały o cudownych dietach zastępują treści: "Jak pokochać siebie!" - nawet w rozmiarze XXL.
Media na całym świecie bombardują nas sprzecznymi teoriami o tym, jak być szczęśliwym samym z sobą. Czy szczęśliwsi będziemy w modelowym rozmiarze "zero", czy akceptując siebie samych, takimi jakimi jesteśmy, nawet w rozmiarach młodej orki? Zgodność w mediach zapada natomiast w innej kwestii - nieważne jest to, czy ubieramy się u Mucci Prady, czy Karla Lagerfelda, ale to, jak nasze ubrania nosimy. Czyli w skrócie: nie jest istotne co, ale jak. Jak i z jaką wiarą. Bo wiara może czynić cuda większe niż niejedna dieta.
"Elka" w rozmiarze "Es"
Chyba mało kogo nie uderzyło, tuż po przyjeździe na Wyspy, jak Brytyjki bez zażenowania eksponują swoje ciało. W Polsce mało która kobieta po czterdziestce odważyłaby się paradować niczym rozkoszny podlotek w minispódniczce i topiku w kolorze majtkowego różu. - U nas nie ma społecznego przyzwolenia na takie "ekstrawagancje". Trzeba zachowywać się skromnie i stosownie do wieku. Tutaj jest większa wolność, nikt się na nikogo krzywo nie patrzy - mówi Agnieszka Jasińska, która jest w Londynie od dwóch lat. Potwierdza to psycholog, Aleksandra Piotrowska. - W Polsce jest większa presja środowiska. Rodziny, szkoły, koleżanek z podwórka - wylicza. - A tu można przestać się tym przejmować, bo wiele Polek wygląda i tak nieźle na dzień dobry - dodaje ze śmiechem psycholog. Sporo kobiet może poczuć się tu swobodniej, nie przejmując tak bardzo swoim strojem. Brytyjki pozbawione są krytycznego spojrzenia na siebie, a w związku z tym i Brytyjczycy postrzegają je tak, jak one siebie - nie przeszkadzają im te dodatkowe fałdki tłuszczyku czy dumnie eksponowany cellulit. Jak to napisała jedna z pulchniejszych edytorek w ekskluzywnym magazynie poświęconym modzie: "Dopóki nie zobaczyłam siebie w tym czarnym stroju z lycry, który nie zasłaniał żadnych mankamentów mojej sylwetki, wydawało mi się, że wyglądam nie najgorzej... Ba! Powiedziałabym raczej, że uważałam, iż wyglądam fan-tas-tycz-nie!". Brytyjki bez zażenowania wciskają się w ubrania o przynajmniej dwa rozmiary za małe, zupełnie nie przejmując się żadnymi nadprogramowymi fałdkami tu i ówdzie, celebrują fakt, że noszą rozmiar 12, podczas gdy bliższe są "osiemnastce"...
© Fortis Media Limited 2004-2010
Użytkownicy strony laif.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Portalu Laif. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@laif.co.uk.
Tagi: dieta, odchudzanie, otyłość, XXL, Oxford street, size 0